niedziela, 26 stycznia 2014

Dotykam, czyli różne faktury - tydzień 10 Samo_Się

Dzisiaj kończy się ostatni tydzień projektu Samo SięIgi, W. i ja przez 10 tygodni rozwijaliśmy nasze wzajemne relacje poprzez wspólne zabawy i wykonywanie wyznaczonych nam zadań. Pamiętam, że jak zaczęłam prowadzić blog, to trochę się zastanawiałam, czy jestem w stanie podołać tak intensywnemu projektowi. Dzisiaj nie żałuję, że jednak zdecydowałam się dołączyć. Mam nadzieję, że będą kolejne odsłony i nowe wyzwania. 
A póki co, czas zrelacjonować, jak minął nam ten ostatni tydzień. Hasłem przewodnim były różne faktury. Moja pierwsza koncepcja była taka, że przygotuję Igorkowi różne materiały a następnie razem będziemy się nimi bawić. Potem jednak przypomniałam sobie o zabawce Gałganka, która już od pierwszych dni była hitem, a ostatnio jakoś została odłożona do kosza. Od razu napiszę też, że nie będzie to artykuł sponsorowany. 
Lew z Lamaze jest po prostu genialnym pluszakiem, który u nas sprawdzał się od samego początku. Kiedy się nim porusza wydaje mruczący dźwięk jak.... lew. W pierwszych dwóch miesiącach pomagał on Igorkowi zasypiać.Towarzyszył też na spacerach, na których początkowo Gałganek spał 30 minut, a pozostały czas płakał. Na szczęście ten okres ma on już za sobą. Później zabawek zrobiło się tak dużo, że trzeba było część wrzucić do specjalnego kosza, na przeczekanie i tzw. wymianę. Lew leżał tam dobry miesiąc, jak nie więcej, bo po prostu o nim zapomniałam. 
Wreszcie przy okazji dziesiątego tygodnia projektu przypomniałam sobie, że Lewek to idealna zabawka do rozpoznawania różnego rodzaju faktur.
Jak to pluszak, w większości zrobiony z miękkiego materiału, w sam raz do przytulania. Wokół głowy ma przyszyte śliskie wstążeczki, które na tym etapie rozwoju Igiego, są najlepsze do zabawy. Stopy ma z podobnej faktury, ale dodatkowo gdy się je naciska wydają one szeleszczący dźwięk.


Lew do rąk dołączone ma plastikowe gryzaki, za które łatwo złapać. Igor często za nie chwyta dzięki czemu może wymachiwać całą zabawką. Uwielbia je również gryźć.

Lew z Lamaze ma tak naprawdę wszystko, co lubi mój syn. Jest przyjemny do przytulania, idealny do machania, gryzienia, a na dodatek szeleści i mruczy. Jest uszyty z różnych materiałów, dzięki czemu Igi poznaje różnorodność powierzchni.


piątek, 24 stycznia 2014

Stworek made by me - tydzień 9 Samo_Się

Wreszcie udało mi się zebrać do kupy i prezentuję to, co wykonałam w ramach projektu Samo Się.
Stworek powstał ze skarpet, pieluch tetrowych i wstążki. Nie jest mistrzostwem świata, bo nie mam zdolności artystycznych. Jednak myślę, że te pierwsze nieudolne próby zachęcą mnie do kolejnych eksperymentów, tym bardziej, że teraz jestem bogatsza o doświadczenia zdobyte przy pluszaku. W zasadzie to już obiecałam sobie, że zrobię Igiemu jeszcze jedną: lepszą, fajniejszą. Póki co, mogę powiedzieć, że pierwsze koty za płoty i zabawka ręcznie zrobiona jest w domu.
A jak syn zareagował na nowy przedmiot na macie? Spojrzał, poślinił i uśmiechnął się.

wtorek, 21 stycznia 2014

Zaległe Samo_Się w trakcie...

Tak, tak - nie zdążyliśmy terminowo z wpisem dotyczącym zadania w tygodniu 9.
Obiecuję, że będzie. W tej chwili jest w trakcie tworzenia, a nie jest to proste, jak kicham, prycham i ledwo na oczy widzę. Nie wspominając już o tym, ze talentów artystycznych u mnie brak. No i Igi też zaczyna kichać, kasłać, więc nie jest łatwo. Ale damy radę, tylko, że z opóźnieniem...Życzcie nam zdrowia:)

czwartek, 16 stycznia 2014

Nocne czytanie

Tak szybko wpadam, aby wam powiedzieć, że wczoraj zamiast iść spać po ludzku (w końcu nie wiadomo, o której syn się obudzi na jedzenie), to do późna czytałam książkę. Ale po prostu musiałam ją skończyć. "Czarownica z Funtinel" Alberta Waas'a, to lektura, która wciągnęła mnie tak, że prawie non stop myślałam o tym, aby czytać dalej.
Teraz w głowie układam, w jaki sposób przekazać wam wrażenia, jakie na mnie wywarła. Mam nadzieję moja subiektywna opinia już niedługo. 

niedziela, 12 stycznia 2014

Zmiana perspektywy - tydzień 8 Samo_Się

Pod koniec tygodnia zorientowałam się, że na tym etapie projektu Samo_Się zamiast brzuszkowych harców, powinniśmy pokazać zmianę perspektywy. Igor 9 stycznia skończył pół roku i tym samym przeskoczył do starszej grupy wiekowej. Jestem bardzo dumna, że rośnie jak na drożdżach, niesamowicie się rozwija, a z drugiej strony martwi mnie fakt, że ten czas tak szybko leci. Przecież niedawno wychodziliśmy ze szpitala...
Wracając jednak do projektu, leżenie na brzuszku nie jest obecnie ulubioną pozycją Igorka. Chociaż jak już na nim wyląduje, to w jednym miejscu trudno mu pozostać. Ostatnio kiedy odwróciłam się dosłownie na kilka chwil, dziecko momentalnie zniknęło mi z maty. Znalazłam je pod ławą. Jak ominęło butelkę? Tego nie odkryłam, wiem za to na pewno, że Igor już całkiem nieźle opanował pełzanie do tyłu.
Natomiast sama zmiana perspektywy jest u nas w chwili obecnej bardzo na czasie. Jak wspomniałam wcześniej, leżenie na brzuszku nie bardzo odpowiada mojemu synkowi, leżenie na pleckach też jest raczej blee, za to najfajniej jest mu siedzieć. Jak na silnego chłopaka przystało, siedzenie zostało prawie opanowane. Prawie, bo jeszcze czasami Igor zapomina się i w szale wkładania zabawek do buzi, wywraca się na plecy. A ja w tym momencie prawie dostaję zawału, więc pilnuję Gałganka, delikatnie zaniedbując przy tym domowe obowiązki, które dotychczas wykonywałam, gdy mój mały chłopiec samodzielnie bawił się na macie. Co się w sumie dziecku dziwić, że zdecydowanie bardziej woli taką pozycję niż leżenie, przecież siedząc widać o wiele więcej. 

sobota, 11 stycznia 2014

Nowa odsłona bloga Rudym spojrzeniem na świat

Witam serdecznie na moim odświeżonym blogu.
Wygląda na to, że pisanie mnie wciągnęło i z tego powodu postanowiłam się trochę przyłożyć do stworzenia witryny, która będzie miała więcej z mojej osobowości niż ta poprzednia. Nie powiem telefon, długopis i bardzo mocna czarna herbata, to nieodłączne elementy mojego życia, ale ta reklama na górze bardzo mnie irytowała.
Kilka lat temu w moim życiu pojawił się spokój - wewnętrzna myśl, która ciągle mówi, że idę w dobrym kierunku. Chciałabym, aby ten blog i jego wygląd to potwierdzał. 
Mam nadzieję, że wam się spodoba:)

Partnerzy

Partnerzy Rudym spojrzeniem:





Współpracuję:









niedziela, 5 stycznia 2014

Zachwycam się... nie lubię... - tydzień 7 Samo_Się

W tym tygodniu hitem jest tata. Wystarczy, że się pojawi w zasięgu wzroku, od razu Igorek piszczy, śmieje się w głos, macha rączkami i nóżkami. Jest normalnie szał radości. Kiedy jednego dnia W. musiał iść do pracy, po jego powrocie myślałam, że mi dziecko z rąk wyskoczy z zachwytu, że tata wrócił, jest i będzie się zaraz z nim bawił. A mi oczywiście serce mięknie, jak widzę ich razem. Moich mężczyzn czytających bajki, bawiących się w samoloty, podskoki, czy leżących sobie na matce i tulących do siebie.
tata
Kitem okazuje się leżenie na pleckach, a tak naprawdę moment odkładania z rąk. Pojawiają się smutne minki, podkówki, a nawet płacz.

sobota, 4 stycznia 2014

Sezon burz - Andrzej Sapkowski

Cykl o wiedźminie zakończyła wydana w 1999 roku „Pani Jeziora” i wyglądało na to, że kolejnych powieści o śmiertelnie niebezpiecznym mutancie nie będzie. Jakie zatem było moje zaskoczenie, kiedy czternaście lat później, na portalu czytelniczym zauważyłam zapowiedź „Sezonu burz”.
www.supernowa.pl
www.supernowa.pl
Premiera odbyła się chwilę przed Świętami Bożego Narodzenia, więc zdecydowałam się umieścić tę książkę w liście do Św. Mikołaja, jako pożądany przeze mnie prezent. Powstrzymanie się od zakupu i przeczytania nowej pozycji Andrzeja Sapkowskiego zaraz po jej wydaniu kosztowało mnie wprawdzie sporo cierpliwości, ale starałam się sobie ciągle powtarzać, że dopiero jeśli nie znajdę jej wśród prezentów pod choinką, zdecyduje się ją zamówić. Nie musiałam. Czekała na mnie zawinięta w ozdobny papier.
Zanim zaczęłam czytać „Sezon burz” miałam sporo wątpliwości: Czy książka jest dobra? Czy pisana tylko dla kasy bez większego polotu i serca? Czy nie jest „odgrzewanym kotletem”? Uwielbiam cykl o wiedźminie, przeczytałam go kilka razy, wykorzystałam przy pisaniu pracy magisterskiej, więc nieznane mi jeszcze wtedy odpowiedzi na powyższe pytania wypełniały mnie obawą. Niepotrzebnie.
Jak zawsze ironia, humor i doskonałe pióro sprawiają, że książkę wręcz się połyka, a nie czyta. Tak, jak zbiory opowiadań „Miecz przeznaczenia” i „Ostatnie życzenie”, „Sezon burz” można czytać bez znajomości całego cyklu. Natomiast mając za sobą sagę czytelnik lepiej i pełniej wyczuwa niuanse emocjonalne zawarte w książce. Zna też przyczyny pewnych zachowań Geralta. Bo to właśnie on, w odróżnieniu od samej sagi, jest ewidentnie głównym bohaterem „Sezonu burz” i wszystkie wydarzenia toczą się wokół niego. Poznajemy jego uczucia i rozterki.
„Sezon burz” dzieje się gdzieś z boku całych wydarzeń sagi. Prawdopodobnie podczas jednej z przerw w związku wiedźmina z piękną, czarnowłosą czarodziejką Yennefer. W zasadzie nie ma to jednak znaczenia, gdyż konstrukcja najważniejszego cyklu Andrzeja Sapkowskiego pozwala na stworzenie wielu opowieści toczących się obok opowiedzianych w nim wątków, czy to mających na celu dopowiedzenie historii samego Geralta czy też innych jej bohaterów.
Głównym motywem spajającym fabułę „Sezonu burz” są dwa miecze wiedźmińskie. Bohater traci je na początku i przez całą książkę próbuje odzyskać. Tytułowe burze pojawiają się gdzieś w tle. W przygodach wiedźminowi  jak zwykle towarzyszy (na tyle, ile może) bard Jaskier. Oczywiście, poznajemy też nowych bohaterów, w tym kobiety – czarodziejki, bez których Geralt nie potrafi żyć.
W książce zabrakło za to elfów i krasnoludów, którzy jeśli już pojawiali się to stali gdzieś na uboczu.  Fakt ten jednak nie przeszkodził Andrzejowi Sapkowskiemu i tym razem zaprezentować pogardy dla rasistowskich poglądów, co jest charakterystyczne dla jego twórczości. Autor skupił się na samym wiedźminie, bardzo mocno podkreślając jego odmienność i podejście ludzi do jego dziwnych zdolności, a nie jak to miało miejsce we wcześniejszych książkach na animozjach między ludźmi elfami a krasnoludami.
Odpowiadając na pytania „Czy to odgrzewany kotlet?” Dla mnie zdecydowanie nie. „Czy pisana z sercem?” – na to tylko autor może odpowiedzieć, ale moim zdaniem trochę wysiłku pana Andrzeja Sapkowskiego napisanie tej książki kosztowało. Choć pewnie można by było się do czegoś się przyczepić, ja poproszę więcej takich opowieści o wiedźminie!

Wpis bierze udział w wyzwaniu Historia z trupem.

środa, 1 stycznia 2014

Wyzwania/projekty - Biorę udział

Na blogu od jakiegoś czasu wykrystalizowały się pewne cykle wpisów, które można powiązać tematycznie, a które są trochę poza kategoriami. Zachęcam do zajrzenia:

Stosik - to cykl, w którym raz na jakiś czas wrzucam zebrane książki, które zamierzam przeczytać, a następnie pojawia się wpis zbiorczy dotyczący tych lektur. W skrócie informuję, co będzie pojawiać się w najbliższym czasie na blogu.

- Książka dzieciństwa - to cykl trwający 12 miesięcy, w którym różni autorzy prezentują lekturę z dzieciństwa, która wywarła na nich największe wrażenie.

52 tygodnie z....

52 tygodnie z ks. Janem Twardowskim - cykl zainspirowany niezwykłymi przemyśleniami Księdza Jana Twardowskiego, a opatrzony moim zdjęciami.
52 tygodnie z sentencjami łacińskimi - cykl zainspirowany pięknem łaciny oraz jej umiejętnością trafiania w sedno. Zdjęcia mojego autorstwa.

Wyzwania Mocnej Grupy Blogerów - to wpisy, które biorą udział w różnego rodzaju akcjach organizowanych przez Mocną Grupę Blogerów

Wyzwania czytelnicze to dla mnie doskonała okazja do poznania innych autorów niż ci, po których sama sięgam oraz świetna zabawa. 


2016




2015



2014





Chętnie biorę udział w różnych projektach, z których tematyką jest mi bliska:



Jestem Mamą





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...