środa, 31 grudnia 2014

Przeczytane - 2014 rok



Biała lwica Hennig Mankel 
Całkiem inna historia Hakan Nesser
Chłopiec z latawcem Khaled Hosseini
Comedia infantil Hennig Mankell
Czarna lista Aleksanda Marinina 
Czarownica z Funtinel Albert Waas
Człowiek bez psa Hakan Nesser
Diariusz najmniejszy Umberto Eco
Długi film o miłości. Powrót na Broad Peak Jacek Hugo-Bader
Dobry zabójca Dean Koontz
Dracula Bram Stoker
Dziewczyny i kobiety Alice Munro
Dziewczyna ze śniegiem we włosach Ninni Shulmann
Futbol obnażony Anonim
Gawędziarz Mario Vargas Llosa
Gracz Przemysław Rudzki
Grobowa cisza Arnaldur Indridason
Imię wiatru Patrick Rothfuss
Jezioro Arnauldur Indridason
Kamieniarz Camilla Lackberg
Kolacja z zabójcą Aleksandra Marinina
Krew, która nasiąkła Asa Larsson
Między tęsknotą lata, a chłodem zimy Leif GW Persson
Morderstwo na Rue Morgue Edgar Poe
Niespokojny człowiek Hennig Mankell
Niewidzialny Mari Jungstedt
Nim nadejdzie mróz Hennig Mankell
Nostalgia anioła Alice Sebold
Nowy wspaniały świat Aldous Huxley
Obietnica mroku Maxime Chattam
Odessa transfer. Reportaże znad Morza Czarnego
Opowieści niesamowite Edgar Poe
Para w ruch Terry Pratchett
Przenajświętsza Rzeczpospolita Jacek Piekara
Psy z Rygi Hennig Mankell
Ręka Hennig Mankell
Rozmowy o Biblii Anna Świderkówna
Sezon burz Andrzej Sapkowski
Służące Kathryn Stockett
Swobodny upadek jak we śnie Leif GW Persson
Szepty zmarłych Simon Beckett
Szewc z Lichtenrade Andrzej Pilipiuk
Śmierć i trochę miłości Aleksandra Marinina
Śladem zbrodni Tess Gerritsen
Trzecie królestwo Terry Goodkind
Twardziel z Saffle Per Wahloo Maj Sjowall
Umierający detektyw Leif GW Persson
Wierni wrogowie Olga Gromyko
Wędrowiec cmentarny Gustaw Herling-Grudziński
W innym czasie, w innym życiu Leif GW Persson
Wychowanie do szczęścia Iwona Majewska-Opiełka
Za kogo ty się uważasz Alice Munro

piątek, 26 grudnia 2014

Kolacja z zabójcą Aleksandra Marinina

Kolacja z zabójcą zaczyna się od misternie przygotowanego morderstwa. Ofiarą jest Irina Fiłatowa, kryminolog z Instytutu Naukowo-Badawczego MSW. Zabójstwo zostaje zlecone przez tajemniczego mężczyznę. Wszystko wygląda na to, że będzie to zbrodnia doskonała i wszyscy szybko o niej zapomną.

Wydawnictwo WAB

Jednak jak zwykle o wszystkim decyduje przypadek. Sprawa trafia w ręce utalentowanego analityka major Anastazji Kamieńskiej, która znana jest z nieszablonowego toku myślenia i genialnej pamięci do szczegółów. Kobieta bardzo szybko wykrywa, że nie jest to zwykle samobójstwo. Jest uparta  i ciekawa rozwiązania. Kiedy odkrywa kolejne ślady, okazuje się, że sprawa się coraz bardziej komplikuje, a trop prowadzi coraz głębiej wewnątrz MSW. Postanawia więc, za zgodą przełożonego dotrzeć do samego zleceniodawcy, pomimo że już wkrótce to na nią zostaje wydany wyrok.

Aleksandra Marinina to autorka, która jest gwarantem dobrego kryminału. Zapewnia swoim czytelnikom wiele emocji. Fabuła Kolacji z zabójcą jest bardzo dokładnie przemyślana i trzyma w ciągłym napięciu. Tak naprawdę w ten sposób Marinina konstruuje wydarzenia, że wydaje się, że już za moment dowiem się, kto zlecił zabójstwo, a jednak po chwili okazuje się, że jeszcze nie teraz. Tajemnica jest podstawą, a jej rozwiązanie przychodzi na koniec książki. 

Postać Anastazji Kamieńskiej buduje klimat lektury. To nietypowa milicjantka i osoba. Nie przepada za zakupami, woli raz na jakiś czas kupić coś droższego. Uwielbia martini. Relaksuje się pod prysznicem i bardzo chętnie rozwiązuje wszelkiego rodzaju zagadki. Z wygląda jest tzw. szarą myszką, ale ma swoich adoratorów. Nie lubi się malować i nie przykłada szczególnej uwagi do wyglądu zewnętrznego.

W kryminałach Aleksandry Marininy interesujące jest tło społecznej, pokazujące warunki życia i pracy w Rosji. Jak wyglądają realia u naszych sąsiadów? Warto zwrócić na to uwagę czytając Kolację z zabójcą.

Wpis bierze udział w wyzwaniu Historia z trupem.

środa, 24 grudnia 2014

Świąteczne życzenia

Najserdeczniejsze życzenia dla Was, czyli zdrowych, pogodnych (bez deszczu, skoro śniegu nie mamy) i rodzinnych świąt Bożego Narodzenia! Niech ten czas będzie dla Was i waszych rodzin. Nie siedźcie za dużo na Internecie (chociaż może wrzucę jakiś post). Aaa i oczywiście fury prezentów! A co!


Elaine Blath i Gałganek

czwartek, 18 grudnia 2014

Imię wiatru Patrick Rothfuss

Kiedy kolega pożyczał mi Imię wiatru to powiedział trzy rzeczy na temat tej książki. Po pierwsze, że to przykład na fantastykę, o której nie da się powiedzieć nic konkretnego, nie jest to dzieło, ale wciąga tak, że chce się więcej. Po przeczytaniu mogę przyznać mu rację tylko w dwóch kwestiach. Faktycznie nie jest to może wybitne dzieło, ale czyta się jednym tchem i po ostatniej stronie myślami szybuje się już do kolejnego tomu. Powiedzieć jednak na jej temat można całkiem konkretnie i wiele pozytywnego.


Patrick Rothfuss stworzył cykl Kroniki Królobójcy, Imię wiatru to jego pierwszy tom. Początkowo akcja dzieje się w pewnej karczmie w pewnej wsi. Gości jest zaledwie kilku, miejscowych, ciągle te same twarze. Wieczorne rozmowy przy kielichu przerywa jednak brutalnie wejście zakrwawionego i bełkoczącego sąsiada. Jego przygoda stanie się iskrą, która zainicjuje opowieść Karczmarza.

Kvothe, ukrywający się pod postacią właściciela oberży, jest niebanalnym bohaterem. Pełen tajemnic, groźny, a jednocześnie spokojny i nikomu nie wadzący mieszkaniec maleńkiej wsi. Tym, co rzuca się każdemu, kto na niego spojrzy, to charakterystyczne rude włosy. Jeśli obserwator dobrze się przyjrzy zanotuje, że bywają chwile, kiedy oczy Karczmarza rozbłyskują i stają się bystre i uważne.

Kim naprawdę jest? Co robi w karczmie? Kim jest jego towarzysz, który nie odstępuje go niemal na krok? O tym dowiaduję się od samego Kvothe.
Opowieść jest barwna, żywa i śpiewna. Biegnie chronologicznie i przerywana jest jedynie krótkimi powrotami do czasu realnego w karczmie. Historia Karczmarza wciąga, przykuwa do kartek, nie pozwala na zamknięcie książki i zajęcie się czymś innym.

Język, jakim jest napisana jest… właściwie po przeczytaniu ciężko powiedzieć, czy prosty czy kwiecisty. Istotne jest bowiem to, że nie narzuca się i nie skupia na sobie uwagi czytelnika. Biegnie razem z wydarzeniami, czasami zaskrzypi, czasami zaśpiewa, adekwatnie do aktualnego momentu opowieści.

Bohaterowie – autor przygotował nam całą plejadę różnych charakterów. Im dalej w las tym ciekawiej. Mam wrażenie, że każda postać jest dokładnie przemyślana. Tło – realia około średniowieczne, czyli to, co mnie w fantasy urzeka najbardziej.

Wszystko razem sprawia, że Imię wiatru to bardzo dobra lektura, ale zanim się po nią sięgnie, należy nastawić się na to, że czas przy niej leci szybko. Najlepiej też mieć przygotowany pod ręką kolejny tom.

Wpis bierze udział w wyzwaniu Czytamy fantastykę. 

czwartek, 11 grudnia 2014

Odessa transfer. Reportaże znad Morza Czarnego

Odessa transfer to zbiór reportaży trzynastu różnych autorów (Neal Ascherson, Attila Bartis, Mircea Cărtărescu, Nicoleta Esinencu, Karl-Marcus Gauss, Katja Lange-Mϋller, Sibylle Lewitscharoff, Aka Morchiladze, Emine Sevgi Özdamar, Katja Petrowskaja, Andrzej Stasiuk, Takis Theodoropoulos, Serhij Żadan).

Wydawnictwo Czarne

Na trzynaście sposobów przedstawiono tu Morze Czarne – czyli miejsce, gdzie stykają się różne kultury i religie, gdzie Europa i Azja podają sobie rękę.  Tam zbiegają się różnego rodzaju szlaki, spotykają oraz ścierają się różne wpływy i interesy. Jeśli ktoś choć raz był przynajmniej w dwóch państwach, które leżą nad Morzem Czarnym, to wie, jak bardzo różne potrafią być miasta, klimaty i samo wybrzeże.

Nie mogę powiedzieć, że wszystkie reportaże podobały mi się jednakowo bardzo. Wśród nich kilka moim zdaniem należy wyróżnić. Przede wszystkim Podbój gościnnego morza Takis’a Theodoropoulos’a. Wydaje mi się, że głównie za oryginalne wplecenie mitu o Jazonie, złotym runie i Medei.

Wyspa szczęśliwców Sibylle Lewitscharoff ujęła mnie swoją metafizycznością i zmusiła do zastanowienia, co tak naprawdę autorka miała na myśli. Reportaż, który tak naprawdę wychodzi poza tę formę i zbliża się do opowiadania.

Odessa transfer Nicoleta Esinencu początkowo wzbudził niechęć, ponieważ jest zbliżony do wiersza. Jednak już po kilku wersach, wciągnął i aż żałowałam, że już się skończył. Bardzo interesujący sposób na pokazanie realiów życia nad Morzem Czarnym.

W Dzieciach z Orlanoka Katja Petrowskaja natomiast przeraziły mnie współczesne sposoby prania mózgu dzieciom. Oryginalne, nie da się ukryć.  Z pożytkiem dla kraju – nie będę zaprzeczać. Jakby nie patrzeć fakt indoktrynacji jest tu jednak niezaprzeczalny.

Jadąc do Stambułu Andrzeja Stasiuka to moje pierwsze zetknięcie z tym autorem. Pozytywne, aczkolwiek muszę przyznać, że oczekiwałam trochę większego zachwytu. Jednak wszystko jeszcze przede mną.

Ciężko opisać każdy reportaż nie zdradzając treści. Podsumowując, wszystkie teksty ujęte w Odessa transfer na pewno warto przeczytać. Szczególnie, jeśli kogoś interesują miejsca nad Morzem Czarnym. Dzięki książce można lepiej poczuć ten klimat i zrozumieć mieszkańców państw tam położonych.

piątek, 5 grudnia 2014

Wychowanie do szczęścia Iwona Majewska-Opiełka

Czy jest ktoś, kto nie chciałby, aby jego dziecko było szczęśliwe? Chyba nie (pomijam oczywiście przypadki patologiczne). Najchętniej rzucilibyśmy cały świat do stóp potomka, usunęli kłody spod nóg i generalnie najlepiej, aby miał wszystko to, czego nam zabrakło. Bywa jednak tak, że okazuje się, że to, co dla nas wydawało się wymarzone, dla naszego dziecka wcale takie nie jest.

Wydawnictwo Rebis

sobota, 29 listopada 2014

Czytamy literaturę skandynawską i islandzką - Wyzwanie 2015

Zbliża się kolejny, już 2015 rok, a wraz z nim moja propozycja na wyzwanie dotyczące literatury skandynawskiej i islandzkiej. Jeśli czytasz książki związane z Danią, Szwecją, Norwegią, Finlandią, Estonią i Islandią zapraszam do udziału! Chętnie poznam nowych autorów i tytuły. Nieważne ile nas tutaj będzie, razem zawsze jest bardziej rozwijająco i interesująco. Podzielmy się swoimi wrażeniami z innymi!

czwartek, 20 listopada 2014

Reaguj masz prawo!

Przeprowadzone na zlecenie RPD, przez TNS OBOP w 2012 roku badania pokazują, że jedna trzecia badanych uważa, iż nie powinni się wtrącać w to, jak rodzice postępują z dziećmi i w sytuacje stosowania kar fizycznych. Najczęściej powodem braku ich reakcji jest niechęć do wtrącania się w sprawy innych (29%).


sobota, 15 listopada 2014

Dziewczęta i kobiety Alice Munro (audiobook)

Del Jordan to postać łącząca zbiór opowiadań Dziewczęta i kobiety Alice Munro. Autorka podobnie jak w Za kogo ty się uważasz ukazuje ludzi i ich życie na przedmieściach Kanady w  latach czterdziestych. 

Wydawnictwo W.A.B.

poniedziałek, 10 listopada 2014

Żywiołowa zabawa - Samo się vol.3

Tym razem potraktowaliśmy zadanie z projektu Samo się bardzo dosłownie. Razem z Gałgankiem bawiliśmy się żywiołami. Rozczaruję jednak tych, którzy spodziewają się wielu zdjęć. Niestety, będzie więcej opisów niż dokumentacji fotograficznej.


niedziela, 9 listopada 2014

Estetycznie i apetycznie - Tak sobie poznaję

Jeszcze rok temu Gałganek jadł tylko z piersi. Pamiętam, jak czułam presję, kiedy Igi miał już skończone pięć miesięcy, a sporo osób pytało, czy już daję 
coś innego niż mleko. Nie ugięłam się naciskom z zewnątrz, tym bardziej, że syn mi ładnie przybierał i pierwszą marchewkę podałam już prawie sześciomiesięcznemu dziecku. A teraz przy stole siedzimy w trójkę i ta trzecia porcja już niedługo pod względem wielkości nie będzie się różnić od naszej. Staramy się jeść wszyscy razem wspólnie i w tym rozpędzonym życiu, chociaż w trakcie posiłku usiąść spokojnie i delektować się tym czasem.


niedziela, 2 listopada 2014

Rozmowa z Aleksandrą Zimnik cz.2

Kilka dni temu pisałam o młodej, debiutującej autorce. Aleksandra Zimnik napisała Sudaz. Twoje oczy mówią wszystko i dzisiaj możecie dowiedzieć się coś więcej o niej samej i jej książce. Zapraszam!



EB: Wróćmy jeszcze do samej książki - jacy autorzy Panią inspirowali, może książki? Filmy? Nie ukrywam, że koncepcja odizolowanej wioski/miasteczka pojawia się w literaturze czy kinie. Mi osobiście skojarzyła się trochę z filmem Osada.

AZ: Spotkałam się z wieloma skojarzeniami, znajomemu początek przypominał powieść Pod kopułą Kinga, a tego dzieła mistrza horroru nie czytałam, mimo że cenię sobie jego twórczość. Skojarzenia nie są złe, w dzisiejszych czasach, kiedy mamy do czynienia z rozkwitem beletrystyki, nie sposób nie ominąć jakiś podobieństw. By tego uniknąć bądź zminimalizować zbieżności, podczas pisania książki zupełnie przestałam czytać, nie chcąc przesiąknąć czyimś warsztatem literackim. Lubię fantastykę, kryminały i horrory, więc może dlatego zdecydowałam się, by książka zawierała wątki fantastyczne i w całości opierała się na fikcji literackiej. Jest wielu autorów, którzy na co dzień mnie inspirują słowem, ale w przypadku książki nie czerpałam bądź starałam się nie czerpać z nich przykładu.

EB: Bardzo dobre podejście, chyba faktycznie w ten sposób można się uwolnić od tego, aby inspirować się w danym momencie. O czym w takim razie jest Sudaz?

AZ: Sudaz jest historią dziewczyny o imieniu Laura, którą poznajemy w chwili kiedy ma 11 lat podczas traumatycznego przeżycia, a mianowicie zabójstwa jej ojca. Pierwsze rozdziały stanowią retrospekcję, przybliżają wspomnienia bohaterki z czasów, kiedy żyła w odgrodzonej od świata wiosce i zdołała uciec. Laura w tajemniczy sposób nabywa umiejętności, które stają się jej przekleństwem i szuka odpowiedzi na pytania, dlaczego stała się kimś takim, kto spowodował, że jej człowieczeństwo zaczęło znikać. Po ucieczce z Gravidosu znajduje zarówno azyl, jak i najbliższego przyjaciela - przybraną siostrę Nadię. Nie może jednak nawet jej dotknąć, bowiem moce, jakimi została obdarzona, mogą zniszczyć każde istnienie ludzkie. Podróż, w jaką się zaangażuje, by zdobyć „eliksir”, obfituje w przygody, w zawrotne akcje, w tajemnicze wydarzenia.

EB: Czy znajduje Pani coś w bohaterce z samej siebie? Jak scharakteryzowałaby Pani Laurę?

AZ: Hm... Ciekawe pytanie. Laura jest zupełnie inna niż ja, a zarazem podobna pod niektórymi względami. Łączy nas na pewno to, że obie lubimy czytać. Wyznam także, że ja sama nigdy nie miałam rodzeństwa, podobnie jak Laura. Może dlatego w mojej podświadomości zrodził się pomysł, by w fabułę wpleść wątek przybranej siostry, którą zawsze chciałam mieć. Laura jest silna psychicznie, ale zdarza się jej być naiwną i słabą. Potrafi kłócić się o swoje, wie, czego chce. Mimo swojej nieufności, lubi przygody i jest ciekawa świata. Nie poddaje się, nawet kiedy „druga natura” przejmuje nad nią kontrolę. Oddaje się bez reszty tym, których kocha. I ważna rzecz - nie potrafi zaakceptować tego, kim się stała. Nie lubi siebie, albo inaczej - nie lubi tego, co się z nią stało.

EB: Ile lat ma Laura, kiedy dzieje się akcja?

AZ: W czasie retrospekcji - 11, potem 17/18.

EB: Czyli dąży do celu, chce siebie zmienić, jest przy tym uparta - czy osiągnie swój cel?

AZ: Tego nie mogę zdradzić, ale na pewno zakończenie nie będzie czarne albo białe.

EB: To było podchwytliwe pytanie, ale się Pani nie dała.

AZ: (uśmiech)

EB: Co wyróżnia Sudaza wśród innych książek?  Co Pani zdaniem może przyciągnąć czytelnika do tej pozycji, a nie innej?

AZ: Trudno mówić o książce w samych superlatywach, jak się jest jej autorem. Mimo przywiązania do swojego tekstu, samokrytyka towarzyszy wielu autorom, w tym także i mnie. Jednak pewnie będę musiała odpowiedzieć na to pytanie.

EB: To prawda ciężko mówić o tym, co się napisało, ale podejrzewam, ze to pytanie będzie się często powtarzać.

AZ: Na pewno fabuła, która wciąga i pozwala czytelnikowi przenieść się w magiczny, tajemniczy świat. Sądzę, że bohaterowie - a szczególnie ci niebędący ludźmi z krwi i kości - to postaci wyraziste, intrygujące, nieobliczalne. Nie wkomponowałam w tekst postaci, które są już tradycyjnym spoiwem powieści fantastycznych, takich jak: wampiry, wilkołaki, sukuby itp. Dlatego też czytelnik może zapoznać się z postaciami nowymi, dotychczas nieznanymi, niebędącymi stereotypem. Mimo narracji pierwszoosobowej, książka jest wielowątkowa, w każdym rozdziale pojawia się coś nowego, nieoczekiwanego.

EB: Jakie nowe postaci fantastyczne znalazły się w książce? Kogo czytelnik spotka w Sudazie?

AZ: Czytelnik spotka Annuisa, Bimusa, Tribusa. Zdradzę tylko, że przybysze nie są z tego świata, mają złe zamiary i są ściśle powiązani z tytułowym Sudazem. Ponadto sądzę, że postać biratera może zainteresować czytelnika, ze względu na jego pozytywne usposobienie. Ważną postacią w książce jest też Excogitator.

EB: Nazwy są egzotyczne, może weźmy jeszcze tylko tego biratera na patelnię. Czym jest? Jak wygląda? Aa… z tego wszystkiego zapomniałam, jestem Marta i proszę mówić do mnie po imieniu.

AZ: Z przyjemnością, jestem Ola. W książce też się pojawia Marta i jest to bardzo złożona, nieprzewidywalna postać. Jeżeli chodzi o te egzotyczne nazwy to w jakimś stopniu są one powiązane z rdzeniami słów łacińskich.

EB: Ojej. To teraz już w ogóle ciekawość mnie zje.

AZ: Birater to efekt uboczny pewnego eksperymentu, będący połączeniem groźnego leśnego zwierzęcia i grawidończyka (od nazwy wioski, w której wychowała się Laura). Z jedną taką istotą mamy do czynienia w środkowej części książki i jej pojawienie się związane jest z dość komiczną sytuacją, która - mam nadzieję - wywoła w czytelnikach uśmiech na twarzy.

EB: Trzymam kciuki za to! Ostatnie już pytanie, w jakim nurcie fantastyki osadziłabyś Sudaz?

AZ: Hm... Zapewne, jeżeli książka ujrzy światło dzienne, to krytycy i recenzenci sami przypiszą powieść do różnych podgatunków. Do mnie, jako autora, najbardziej przemawia podgatunek high fantasy, ale nad tą materią należałoby się jeszcze zastanowić, w jakim stopniu książka jest bliska innym gatunkom z nurtu fantastyki.

EB: Rozumiem, czyli na tą chwilę temat jest otwarty. Trzymam kciuki za powodzenie projektu i realizację marzenia. Mam nadzieję, że uda się wydać książkę, jestem jej ciekawa i chętnie przeczytam w całości. Dziękuję za rozmowę.


AZ: Bardzo dziękuję i za trzymanie kciuków, i za ciekawą rozmowę, i za poświęcony czas.


Koniec cz.2


Historia i projekt Aleksandry Zimnik. Tutaj można również pomóc w wydaniu książki: www.polakpotrafi.pl/projekt/sudaz


sobota, 1 listopada 2014

Rozmowa z Aleksandrą Zimnik cz.1

Kilka dni temu pisałam o młodej, debiutującej autorce. Aleksandra Zimnik napisała Sudaz. Twoje oczy mówią wszystko i dzisiaj możecie dowiedzieć się coś więcej o niej samej i jej książce. Zapraszam!



Elaine Blath: Dzień dobry.

Aleksandra Zimnik: Dzień dobry.

EB: Pani dążenie do realizacji marzenia jest godne podziwu. Napisała Pani książkę i chce ją wydać. Czytałam na stronie Polakpotrafi.pl, że skończyła Pani filologię. Polską?

AZ: Tak, ukończyłam filologię polską ze specjalizacją dyskurs publiczny na Uniwersytecie Śląskim. Wiele osób zastanawia się, co to właściwie jest dyskurs publiczny i przyznam szczerze, że definicji poznałam mnóstwo, a każda była inna w zależności od zamysłu jej autora. W prostych słowach: dyskurs obejmuje zagadnienia dziennikarskie, retoryczne, autopromocję, wystąpienia publiczne i wiele innych problemów z zakresu komunikacji. Dodam jednak, że z filologii mam jedynie licencjat, a obecnie jestem na ostatnim roku studiów z zupełnie innej dziedziny, tzn. zarządzania i dowodzenia w sytuacjach kryzysowych.

EB: Muszę przyznać, że to ciekawa specjalizacja. Również kończyłam filologię polską, ale nie miałam możliwości wyboru takiej opcji. Widzę, że sporo się w niej zawiera i to tematów, które przydają się każdego dnia, a i drugie studia życiowe.

AZ: Zgadza się, to specjalizacja wszechstronna obejmująca nie tylko dziennikarstwo, ale i public relations.

EB: Na pewno się przyda! Przejdźmy do samej książki. Muszę przyznać, że zapowiada się interesująco i jestem ciekawa, co będzie dalej. Jak kształtował się pomysł na Sudaz? Czy trwało to jakiś czas, a może to była chwila olśnienia i dalej już poszło?

AZ: Bardzo się cieszę, że początek książki wzbudził w Pani zainteresowanie dalszymi losami głównej bohaterki. To bardzo dowartościowuje autora, któremu chyba najbardziej zależy na tym, by zaintrygować i „porwać” czytelnika w wir przygód postaci. Można powiedzieć, że pomysł na fabułę pojawił się „przez przypadek”, a bardziej uściślając - przyśnił mi się. Nie żartuję, zarys pojawił się podczas snu, a potem kolejne fragmenty książki powstawały także nocą przed położeniem się spać, bądź wczesnym rankiem zaraz po przebudzeniu.

EB: Czy od razu powstała myśl - Napiszę książkę? Czy od razu przelewała Pani swoje pomysły na papier lub w obecnych czasach na strony Worda? Czy pozwoliła Pani, aby myśli dojrzały?

AZ: Myśl o napisaniu książki towarzyszyła mi chyba odkąd skończyłam 12 lat. Będąc nastolatką, pisałam „do szuflady”, nie pokazując nikomu tych treści, ponieważ w połowie drogi odpuszczałam, sądząc, że nie jest to tak dobre, jakbym chciała, żeby było. Faktycznie, teraz patrząc na te teksty, aż śmieję się sama do siebie z niektórych błędów, z dziwnej, nietrzymającej się całości fabuły, ze śmiesznych tworów językowych, jakich używałam. Ale zmierzając do innych pytań... Gdy już idea rozdziału pojawiała się w mojej głowie, składałam to wszystko w spójną całość i zasiadałam do pisania przed komputerem. Nie trzymałam się jednak rygorystycznie tego planu, często zdarzało mi się „przekombinować”, stworzyć coś nowego, jak na przykład wspomnianego w opisie książki biratera, który pojawił się nagle i po prostu musiał zaistnieć w książce. Pomysły zapisywałam na kartce papieru, jeżeli akurat nie miałam dostępu do komputera, w innym przypadku - w dobie komputeryzacji - wybierałam komputer i tam kreśliłam kolejne punkty fabularne.

EB: Co się stało, że tym razem, nie odłożyła Pani tekstu do szuflady? Jak długo trwały prace nad Sudazem

AZ: Tym razem udało mi się dokończyć książkę, a nie odpuścić w połowie drogi. Stałam się dojrzalsza, moje myśli stały się bardziej poukładane i dzięki temu przeskoki pomiędzy jednym i drugim rozdziałem nie były widoczne. Nie chodzi o przeskok fabularny, ale o przeskok językowy - kiedyś mój styl pisania różnił się proporcjonalnie do mojego nastroju. Kiedyś moje emocje bardzo wpływały na to, co będę akurat w tym dniu wpisać. Przy Sudazie całkowicie wyłączyłam siebie, nie starałam się „przemycić” swoich emocji do tekstu. Bohaterowie zaczęli żyć własnym życiem i udało mi się ich odizolować od mojego samopoczucia, mojego życia. Dlatego uwierzyłam, że Sudaz ma w sobie jakiś potencjał, może zaciekawiać, może się go dobrze czytać. Prace nad książką trwały około 7 miesięcy, nie wliczając czasu przeznaczonego na korektę i poprawki.

EB: Czy ma Pani jakieś swojego „osobistego” recenzenta, a może kilku, którym pokazywała Pani fragmenty powstającej książki? Przede wszystkim w  tych pierwszych okresach pisania?

AZ: Moimi „osobistymi” recenzentami stały się mama i przyjaciółka z uczelni. To na ich opinii wyrosła myśl o przesłaniu Sudaza do wydawnictw. Potem kolejne osoby z mojego otoczenia zaczęły mnie utwierdzać w tym, że warto spróbować, że książka może się spodobać redaktorom.

EB: Jak na książkę zareagowały wydawnictwa i redaktorzy tam pracujący?

AZ: Naturalnie nie wszystkie wydawnictwa się odezwały. Parę z nich przesłało mi krótką informację o tym, że nie wydają debiutujących autorów albo autorów piszących fantastykę. Te wydawnictwa, które zainteresowały się powieścią, uznały, że książka jest ciekawa, wartościowa, wciągająca, sprawnie napisana, a konstrukcja fabularna intryguje. Ale ryzyko wydawnicze w przypadku wydania książek debiutujących pisarzy jest zbyt duże, czasy są ciężkie i dlatego potrzebne jest dofinansowanie dzieła, znalezienie jakiegoś sponsora bądź osoby, która będzie skłonna pokryć część kosztów wydawniczych. Dlatego przystąpiłam do projektu PolakPotrafi.pl

EB: Jak dowiedziała się Pani o tej stronie? czy któreś z wydawnictw ją poleciło? Czy może znajomy? Czy mogłaby Pani przybliżyć działanie Polakpotrafi.pl?

AZ: Szczerze przyznam, że dokładnie nie pamiętam, kiedy dowiedziałam się o istnieniu takiego portalu, ale na pewno poznałam go dzięki mediom społecznościowym. Znajomi udostępniali różne inicjatywy kulturalne, potem pojawiła się Karolina Czarnecka, o której zrobiło się głośno jeszcze przed przystąpieniem do projektu. Pomysł, bym i ja spróbowała tam swoich sił, zrodził się spontanicznie. Pewnego wieczoru zaczęłam się zastanawiać, dlaczego stoję w miejscu i nic nie robię, by spełniło się moje największe marzenie. Zgłosiłam wtedy swój pomysł, który szybko został zaakceptowany przez administratorów portalu i błyskawicznie zabrałam się za wdrażanie projektu. Polakpotrafi.pl działa w oparciu o ideę crowdfundingu czyli finansowania społecznościowego. Każdy może poprzeć projekt, wpłacając choćby złotówkę. Za wsparcie powyżej 5 zł są przewidziane nagrody, które wymyśla sam twórca projektu. Te nagrody są przekazywane po zakończeniu projektu, ale tylko w przypadku odniesienia sukcesu, czyli uzbierania całej potrzebnej kwoty. Jeżeli mi się to nie uda, to każda wpłata jest zwracana na konta wspierających. Uważam to za sprawiedliwe i rozsądne rozwiązanie, ponieważ - gdyby w tym momencie projekt miał się zakończyć - nie stać by mnie było na dopłacenie różnicy pomiędzy uzyskaną kwotą a kosztami współfinansowania dzieła.

EB: Wpłacający przesyłają jednocześnie jakieś komentarze, słowa otuchy? Czy skupiają się raczej na zrobieniu przelewu?

AZ: Wpłacający, jak i każdy zainteresowany projektem, mogą komentować inicjatywę na stronie projektu. Ze słowami wsparcia spotykam się jednak najczęściej na fanpage'u Sudaza i bez wahania mogę powiedzieć, że słowa otuchy, szczególnie od nieznajomych, są dla mnie tak samo ważne, jak wpłaty. Ba, to one dopingują mnie najwięcej do działania i walki o swoje marzenia.


Koniec cz.1
cz.2

Historia i projekt Aleksandry Zimnik. Tutaj można również pomóc w wydaniu książki: www.polakpotrafi.pl/projekt/sudaz




poniedziałek, 27 października 2014

Szepty zmarłych Simon Beckett

Szepty zmarłych to już druga książka Simona Becketta, którą miałam przyjemność przeczytać. I kolejny raz jestem usatysfakcjonowana tym, co dostałam, sięgając po pozycję tego autora. 


Wydawnictwo Amber

niedziela, 26 października 2014

Sudaz. Twoje oczy mówią wszystko Aleksandra Zimnik - debiutująca autorka

Niedawno miałam okazję porozmawiać z pewną młodą debiutującą autorką, Aleksandrą Zimnik. Napisała ona powieść fantastyczno-przygodową Sudaz. Twoje oczy mówią wszystko.


Co w niej zainteresuje czytelnika? 
Na pewno fabuła, która wciąga i pozwala czytelnikowi przenieść się w magiczny, tajemniczy świat. Sądzę, że bohaterowie - a szczególnie ci niebędący ludźmi z krwi i kości - to postaci wyraziste, intrygujące, nieobliczalne. Nie wplatałam postaci, które są już tradycyjnym spoiwem powieści fantastycznych, takich jak: wampiry, wilkołaki, sukuby itp. Dlatego też czytelnik może zapoznać się z postaciami nowymi, dotychczas nieznanymi, niebędącymi stereotypem. – mówi autorka.

Dostępny jest już pierwszy rozdział, który może tylko narobić smaku na więcej: http://dysharmonijna.blog.pl/2014/09/05/sudaz/. Zachęcam do przeczytania! Zapowiada się interesująco dla każdego fana fantastyki. 

Jest jednak jedno ALE. Każdy początkujący autor zapewne wie, że nawet, jak ma się dobry materiał i napisaną książkę, nie oznacza to, że wydawnictwo ją wyda i pokryje wszystkie koszty. W przypadku zdolnych i debiutujących redaktor może zaproponować częściowe sfinansowanie wydanie. Skąd wziąć resztę pieniędzy?

Tak właśnie było w przypadku Sudazu. Jednak pani Ola postanowiła się nie poddawać i podjąć walkę o realizację swojego marzenia. Dlatego zgłosiła swój projekt do Polakpotrafi.pl, a ten został zaakceptowany. O co w tym chodzi?
Portal działa w oparciu o ideę crowdfundingu czyli finansowania społecznościowego. Każdy może poprzeć projekt, wpłacając choćby złotówkę. Za wsparcie powyżej 5 zł są przewidziane nagrody, które wymyśla sam twórca projektu. Te nagrody są przekazywane po zakończeniu projektu, ale tylko w przypadku odniesienia sukcesu, czyli uzbierania całej potrzebnej kwoty. Jeżeli mi się to nie uda, to każda wpłata jest zwracana na konta wspierających. Uważam to za sprawiedliwe i rozsądne rozwiązanie, ponieważ - gdyby w tym momencie projekt miał się zakończyć - nie stać by mnie było na dopłacenie różnicy pomiędzy uzyskaną kwotą a kosztami współfinansowania dzieła- opowiada.

Bardzo was zachęcam do zostawienia komentarza ze swoimi wrażeniami odnośnie lektury rozdziału Sudazu oraz wsparcia autorki. Ja chciałabym przeczytać w całości jej książkę, a wy?

Historia i projekt Aleksandry Zimnik. Tutaj można również pomóc w wydaniu książki: www.polakpotrafi.pl/projekt/sudaz



Jeśli chcecie bliżej poznać Aleksandrę Zimnik, to zapraszam na rozmowę z autorką: cz.1 i cz.2.



czwartek, 23 października 2014

Tydzień w bajce - Samo się vol.3

Bajki, bajeczki i generalnie książeczki to coś, co Gałganek uwielbia. Co chwilę przynosi jakąś, aby mu poczytać. A najbardziej ostatnio lubi serię Mały chłopiec (o której już pisałam TUTAJ).



W tej chwili na półce stoi: Łódka Jurka, Samolot Karola, Dźwig Darka, Autobus Mariusza, Ciężarówka Czarka, Śmieciarka Jarka, Helikopter Piotrka i Taksówka Romka. Wszystkie czytane są kilka razy dziennie. 




Czytanie takiemu maluchowi, to nie tylko dosłowne odczytywanie zdań, ale również zabawa w opowiadanie, co się dzieje na obrazkach, kto i co się na nich znajduję, zabawa "A gdzie jest...? A co to jest?". Igi uwielbia w ten sposób obcować z książkami, a mnie cieszy, jak później potrafi poznane tak przedmioty wskazać i rozpoznać wokół siebie.





Każdego dnia wychodzimy na spacer w poszukiwaniu pojazdów, o których czytamy. Obserwujemy ich pracę (dźwig, koparka, ciężarówka), sprawdzamy trasę (autobus, taksówka). Słyszymy i możemy rozpoznać samoloty konkretnych linii lotniczych. Helikopter też kilka razy zabłądził nad naszym osiedlem. A łódki na szczęście pływają jeszcze po Motławie. 






wtorek, 21 października 2014

Długi film o miłości. Powrót na Broad Peak Jacek Hugo-Bader

Długi film o miłości. Powrót na Broad Peak chciałam przeczytać zanim dowiedziałam się, że wzbudził w świecie himalaistów wiele kontrowersji. Co mną kierowało? W górach byłam ostatni raz wprawdzie kilka lat temu, ale generalnie nie jestem szczególną miłośniczką chodzenia szlakami, spania w schroniskach i targania na plecach pod górkę ciężkiego plecaka. 

Wydawnictwo Znak

niedziela, 12 października 2014

Wierni wrogowie - Olga Gromyko

Zachęcona wpisem na innym blogu sięgnęłam po książkę Olgi Gromyko. Wierni wrogowie właściwie wpadli mi w ręce dość przypadkowo, bo nie szukałam konkretnego tytułu. Chciałam się po prostu zapoznać z twórczością tej pani.

Wydawnictwo Papierowy Księżyc

czwartek, 9 października 2014

15 miesięcy Gałganka

Rośnie nam ten mały smyk jak na drożdżach, bo w ciągu ostatnich dwóch miesięcy może niewiele przybrał na wadze, ale za to sporo urósł. Teraz nosi praktycznie już wszystkie ubranka w rozmiarze 80 i to też zaczynają już być na styk. Co się dziwić, skoro je wszystko i chętnie. Jak widzi jedzenie, to zachowuje się tak, jakby cały dzień nic nie jadł. A i tak w porównaniu z rówieśnikami jest mały i drobny. Ma 78cm i waży 9800, więc nadal nie przekroczył 10 kg.



A co się zmieniło od ostatniego podsumowania życia Igiego? Mogę was zapewnić, że wiele.

Przede wszystkim Gałganek uczy się, czym jest tęsknota i rozstanie na kilka godzin dziennie z mamą. Jak bawić się w grupie rówieśników, zasypiać na leżaczku wśród innych dzieci, czy dzielić się zabawkami. We wrześniu skończyły się czasy spędzania razem całych dni, ponieważ wróciłam do pracy. A Igi rozpoczął swoją przygodę ze żłobkiem. Początki były trudne dla wszystkich, ponieważ Gałganek nie był przyzwyczajony to rozstań ze mną. Dużym wsparciem i pomocą w tym czasie okazał się dziadek Wojtek i mąż. Igor jednak dość szybko adoptował się w nowym miejscu. W rezultacie w poprzednim tygodniu (a trzecim w żłobku) płaczu już nie było, za to tańce i uśmiechy zarówno przy zaprowadzaniu, jak i odbieraniu malucha. Jestem z niego dumna, chociaż jako matka obserwuję go dokładnie w domu. Póki co nie widzę nic niepokojącego, wręcz już zauważyłam kilka nowych umiejętności. Zdrowie też na razie dopisuje, chociaż dzisiaj Igi jest w domu, bo złapał infekcję górnych dróg oddechowych. Chorób, po tym, jak opadły emocje związane z adaptacją, obawiam się najbardziej.

Poza tym po wakacyjnej przerwie rozpoczęliśmy kolejny kurs pływania i co niedzielę chodzimy na zajęcia na basen. Gałganek jak podjeżdżamy pod pływalnię ma wielki uśmiech na buzi, wyrywa się, popędza mnie i biegnie do szatni. W wodzie piszczy z radości, chlapie i nurkuje. Polecam wszystkim, bo można długo pisać o zaletach dla zdrowia, koordynacji dziecka, rozwoju fizycznego, ale to przede wszystkim może być świetna zabawa. 





Ostatnio pisałam, że Igi zaczął chodzić, a dzisiaj biega, bo energii ma nadal mnóstwo. Coraz lepiej idzie mu samodzielne wchodzenie na różnego rodzaju przeszkody i schodzenie z nich - z tego powodu na spacerach najciekawiej jest przy schodach, a krawężnik to świetne miejsce do zabawy. Czasami jeszcze wyciągnie rączkę, aby mu pomóc, kiedy stopień jest za wysoki, ale generalnie wręcz odpycha pomocną dłoń. Pojawiła się też ochota na wyższe wspinaczki i różnego rodzaju akrobacje, które przyprawiają mnie i męża o zawał, na przykład po co siedzieć na pchaczu, jak można na jego siedzeniu sobie stać i machać łapką do rodziców. Dorósł też do rowerka i jeździ od czasu do czasu swoim harleyem po osiedlu.




Pogłębiła się u Gałganka fascynacja ciężkim sprzętem, a budowa za oknem sprzyja tej wielkiej miłości. Dzień rozpoczyna od sprawdzenia, czy dźwig za oknem już pracuje, czy przyjechała betoniarka, ciężarówka, koparka i spychacz. A ja w tym czasie mogę szybko wskoczyć w spodnie i podmalować oko. Po żłobku obowiązkowa stała się też wizyta w okolicach wspomnianej wyżej budowy, tym bardziej, że pogoda nas rozpieszcza i jest ciepło.

Nadal też wśród faworytów do zabawy są książeczki. Zbiór Igiego z każdym miesiącem powiększa się o kilka pozycji, a on cały czas niezmordowany czyta każdą po kilka razy. Za to ja modlę się, aby ta miłość została mu do końca życia. Mogę też pochwalić synka, ponieważ do tej pory nie rozerwał ani jednej kartki z książek (wyssał szacunek z mlekiem matki?). 

Bardzo chętnie układa wieże z klocków - zarówno tych większych, gumowych, jak i malutkich. W ciągu ostatnich kilku dni urosły one z trzech elementów do ośmiu! Zaczyna też odróżniać kształty i kolory, więc teraz potrafi się bawić sorterem bez wsparcia rodziców. Igi w ogóle coraz więcej bawi się sam i wcale nas do tego nie potrzebuje. 





W ostatnim czasie słownictwo Igiego ewidentnie się wzbogaciło. Zawsze dużo gadał po swojemu, ale teraz naprawdę wszystko rozumie, co się do niego mówi, potrafi wskazać niemal wszystko, o co się go zapyta, a do tego co chwilę uczy się nowych słów. Przede wszystkim są te dla nas najmilsze, czyli świadome tata i mama. Uczucie, kiedy po raz pierwszy słyszy się te słowa od własnego dziecka, jest bezcenne i niepowtarzalne. Zresztą kolejne razy są takie same, przywołują ogromną falę miłości. Poza tym naśladuje wilka, małpę, psa, kota, mysz, natomiast nadal jest cisza, kiedy pytam Jak robi krowa czy owca. Za oknem pokazuje dźwi (dźwig), na ulicy jeździ au (autobus), baa (koparka), chętnie je ban/m (banan. Ulubionymi słowami są tam i bam, które oprócz znaczeń dosłownych mogą być w słowniku Igiego słówkiem odpowiednio tak i betoniarką. Tak jak baba oznacza zarówno babcię, jak i babkę z piasku, foremkę do robienia babeczek. Ostatnio nieśmiało pojawia się dada (dziadzia), co pewnie jest efektem dwóch weekendów spędzonych u dziadków. Potrafi zrobić Warzyła sroczka kaszkę, chociaż czasami brakuje mu cierpliwości w zaginaniu kolejnych paluszków i już odfruwa. 

Powoli Gałganek oswaja się z nocnikiem. Jako że jest ruchliwy, to nie potrafi za długo na nim usiedzieć, ale nie boi się go. Jak zrobi kupę to mówi ba, ba (fe,fe), pokazuje na pieluchę i prowadzi mnie do łazienki lub do sypialni (tam go przebieram), a w żłobku panią do przewijaka. Także jesteśmy blisko celu, ale jeszcze chwilę nam zajmie zanim Igi zawoła zanim zrobi coś do pieluszki. Kilka dni temu był ten pierwszy raz, a co dalej, zobaczymy. 

Mam fantastyczne dziecko i zakończę na tym mój wpis, żeby was nie zanudzać, bo mogłabym pisać i pisać.






środa, 8 października 2014

Coś z niczego, a zabawa na całego - Samo się vol.3

Mój niedoczas robi się coraz większy. Minuty mi uciekają i na Internet już brakuje chociaż kilku sekund. Stąd wielkie opóźnienie w realizacji tematu projektu Samo się.


Gałganek uwielbia klamerki. Kiedy wieszam pranie pomaga mi podając je, a jak już mu się znudzi, to wysypuje wszystkie na podłogę i się nimi bawi. Dlatego postanowiłam wymyślić kilka zabaw wykorzystując właśnie klamerki:


1. Klamerkowy stworek - tak naprawdę to wymyślił go dziadek Wojtek, a ja tylko ściągnęłam pomysł. W wersji dziadka jest on dużo bardziej skomplikowany niż w mojej.


2. Wąż z klamerek. 


Mama za krótki! Doczep jeszcze klamerki!


Ee.. to ja sam zrobię.


Albo lepiej wrzucę je na przyczepkę i przewiozę.



3. Zagroda dla zwierząt.




Co te zwierzęta będą same siedzieć. Mama, posiedzę z nimi.


Właściwie to co mamy tutaj siedzieć w zamknięciu.



niedziela, 5 października 2014

Do przeczytania cz.4

Tym razem przeszłam sama siebie. Przygotowałam bowiem stosik, którego przeczytanie zajmie mi sporo czasu. Tym bardziej, że wróciłam do pracy, a Gałganek ostatnio ma problemy z zasypianiem, więc najczęściej padam razem z nim.

Co w ciągu kilku miesięcy będzie się pojawiać na blogu? Oto moje czytelnicze plany.


Tak, jak w ciągu kilku ostatnich miesięcy planuję przeczytać parę kryminałów. Będzie Hakan Nesser Czlowiek bez psa, Aleksandra Marinina Kolacja z zabójcą oraz Śmierć i trochę miłości, Arnaldur Indridason Jezioro, Allan Edgar Poe Opowieści niesamowite, Ninni Shulman Dziewczyna ze śniegiem we włosach, Mari Jungstedt Niewidzialny i Martha Grimes Pod przechytrzonym lisem.

Fantastykę reprezentować będzie Anne Rice z dwoma tomami Godzin czarownic, Olga Gromyko i jej Wierni wrogowie, Terry Pratchett ze Spryciarzem z Londynu i Patrick Rothfuss wraz z Imię wiatru.

Poza tym czeka Kate Atkinson z Jej wszystkie życia, Ludmiła Ulicka Daniel Stein, tłumacz czy klasyka w postaci Aldousa Huxleya Nowy wspaniały świat.

Z podróżniczych tematów Andrzej Stasiuk Jadąc do Babadag, Odessa transfer. Reportaże znad Morza Czarnego oraz zaległy Jacek Hugo-Bader Biała gorączka.

Będzie zatem dość różnorodnie w najbliższym czasie na blogu. Czytaliście coś z mojej listy do przeczytania?

poniedziałek, 22 września 2014

Niespokojny człowiek Hennig Mankell



Niespokojny człowiek to ostatnia część cyklu, której bohaterem jest Kurt Wallander. Wprawdzie w 2013 roku wydane zostało w Polsce opowiadanie Ręka, ale to właśnie wyżej wymienioną powieścią Hennig Mankell kończy serię o słynnym detektywie.

WAB



Po wielu latach służby szwedzkiemu komisarzowi zdarza się wpadka, efektem której jest urlop. Zamiast cieszyć się odpoczynkiem, nowo nabytym domem i wymarzonym psem, zajmuje się zaginionym przyszłym teściem córki.


Sprawa, jak zwykle, okazuje się dużo bardziej skomplikowana i niejednoznaczna. Zamieszane w nią są służby wywiadowcze Rosji i Stanów Zjednoczonych, a źródła sięgają czasów zimnej wojny. Do samego niemal końca nie wiadomo kto i dla kogo szpiegował. Natomiast Kurt Wallander sporo podróżuje, nie tylko po Szwecji, aby znaleźć odpowiedzi na dręczące go pytania. Śledztwo, które prowadzi jest nieoficjalne i prywatne.  Jak sam stwierdza, pewnie nie wziąłby się za sprawę, gdyby nie fakt, że dotyczy jego córki i wnuczki. 


W  tym tomie znajdziemy swego rodzaju podsumowanie życia Kurta Wallandera. Ale nie ma tutaj zbyt wielu powrotów do przeszłości, Mankell skupił się na efektach i konsekwencjach decyzji podjętych wcześniej. I to niekoniecznie tylko przez samego bohatera, ale na przykład również przez jego kobiety.


Historia ciekawa, zakończenie zaskakujące. Czyta się szybko i płynnie. Przy okazji sporo ciekawostek dotyczących pozycji Szwecji w trakcie zimnej wojny. Praktycznie same plusy, bo nudzić się nie ma kiedy, pomimo że książka ma prawie 600 stron.

Wpis bierze udział w wyzwaniach: Bibliotecznym, Czytamy literaturę amerykańską i Historia z trupem.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...