wtorek, 25 lutego 2014

Poczytaj mi...

Drugi tydzień projektu Oczekiwanie zastał nas na wizycie u dziadków. Przyznaję, że w natłoku wizyt cioć i wujków, nie mieliśmy za dużo czasu do czytania Gałgankowi. Jednak, jako że wśród nowych nabytków naszego syna pojawiło się kilka książeczek, nie obyło się bez zapoznania z nimi. Tyle, że nie czytała mama, a każdy, kto akurat przybył z odwiedzinami.
Igorek, jak przystało na małego czytelnika, również sam zapoznawał się z prezentami.


Najwięcej czasu poświęciła jednak Igorkowi mama chrzestna. Razem czytali Calineczkę.



Można więc uznać, że pomimo wielu atrakcji także ten tydzień nie minął całkowicie bez czytania.

sobota, 22 lutego 2014

Czarownica z Funtinel - Albert Waas

Powieść Czarownica z Funtinel to niesamowita opowieść o losach dziewczyny, która posiada zdolność widzenia duszy człowieka. To ona oraz niezwykła uroda, sprawiają, że Nuca żyje poza społeczeństwem, a niemal każda jej z nią styczność kończy się tragicznie. 

Świat Książki
Ta książka zachwyciła mnie swoim językiem, opisami, historią i przyrodą. Trzymała w napięciu przez cały czas. Drżałam na myśl o tym, co za chwilę może się wydarzyć. Nie zakończyła się po ostatniej stronie, jeszcze długo będzie się wierciła mi w głowie i zaprzątała moje myśli. Muszę przyznać, że tak dobrej książki pod względem warsztatu pisarskiego i pomysłu, nie czytałam już bardzo dawno. Czarownica z Funtinel trafiła u mnie na półkę – wybitne.

Bohaterkę poznajemy, kiedy jest jeszcze dzieckiem. Płowowłosa i zielonooka dziewczynka przykuwa wzrok nie tylko swoją urodą, ale i radosnym podejściem do życia. Wraz z ojcem żyje w lesie poza wioską, jest blisko związana z naturą. Posiada dar zjednywania do siebie ludzi,  przede wszystkim mężczyzn. Wśród kobiet budzi niechęć i zazdrość.  Uwielbia kąpiele w potoku, jest jak rusałka z mitów i baśni.

Zachwycające opisy przyrody górskiej i lasów Siedmiogrodu napisane pięknym językiem stają się drugim bohaterem powieści. Góry oszałamiają swoim urokiem, są groźne i momentami nieprzewidywalne. Należy być ostrożnym, żeby nie zatracić się w tym pięknie i nie spaść gdzieś ze skał. Tak naprawdę, miałam wrażenie, że to odbicie osobowości Nuci. Ona również swoim wyglądem zawraca w głowie mężczyznom, co sprowadzało na nich śmierć.

Czarownica z Funtinel Alberta Waasa to prawie 900 stronicowa księga. Wydanie polskie posiada piękną, delikatną okładkę z postacią jasnowłosej dziewczyny w wianku na tle lasu. Lekko rozmazane kontury sprawiają, że całość wygląda tajemniczo i trochę magicznie. Książka uważana jest za jedną z najlepszych w dorobku autora, ale  dopiero w 2013 roku doczekała się przekładu z węgierskiego na polski i trafiła na półki w księgarniach.

Wpis bierze udział w wyzwaniu Historia z trupem.

niedziela, 16 lutego 2014

Kolorowe kredki

Jak tylko usiadłam do pisania tekstu to od razu przypomniała mi się piosenka:
 "Kolorowe kredki w pudełeczku noszę.. 
kolorowe kredki lubią mnie
kolorowe kredki, kiedy je poproszę
namalują wszystko to, co chcę". 
Także teraz ten wpis powstaje przy akompaniamencie Fasolek.


Jak przed każdym zadaniem, musiałam się zastanowić, jak podejść do tematu, żeby najlepiej wykorzystać umiejętności Igiego. Tym bardziej, iż hasła wymyślone przez autorkę projektu Oczekiwanie pozostawiły uczestnikom dużą swobodę przy ich interpretacji. Ostatecznie doszłam do wniosku, że pójdziemy na żywioł i zobaczymy, jak synek zareaguje na nową zabawę.

Pierwsze co Gałganek zrobił, to wyrzucił wszystkie kredki na matę i zainteresował się pudełkiem. 


Musiałam mu pokazać, że kredki też mogą być ciekawe.
Igi zaskoczył mnie tym, że jak już zwrócił uwagę na kolorowe świecówki, to zaczął sobie wybierać pojedyncze. Kiedy pokazałam mu, że jak je przyciśnie do białej kartki to zostaną ślady, to nawet ze dwa razy coś maznął. Chociaż nie jestem do końca pewna, na ile to było świadome zachowanie.


Na koniec i tak wygrała kartka, jako fantastyczna zabawka, którą można zgnieść. Wiem jednak, że do kredek będziemy co jakiś czas wracać.

piątek, 14 lutego 2014

Projekt Oczekiwanie

Jedna z blogowym mam, biorących udział w Projekcie Samo_Się, postanowiła umilić czas oczekiwania na kontynuację zabawy. W ten sposób powstało Oczekiwanie, czyli zadania dla maluszka i jego rodziców/opiekunów/bliskich na najbliższe siedem tygodni.

Nam bardzo się pomysł spodobał, więc zgłosiliśmy swój aktywny udział. A co nas czeka w najbliższym czasie:


  1. Kolorowe kredki
  2. Poczytaj mi, mamo
  3. Przytulenie ma znaczenie
  4. Boso przez świat
  5. Jazda figurowa
  6. Żółty autobus
  7. Głośno i wyraźnie



Więcej informacji można znaleźć na blogu Poza brzuszkiem.
Zachęcam niezdecydowane mamy do wzięcia udziału, zabawa będzie świetna.

piątek, 7 lutego 2014

Księga dźwięków Soledad Bravi

Opowiadamy naszym pociechom o świecie ucząc je poprzez dźwięki, jakie wydają poszczególne zwierzęta czy czynności.  Ta książeczka będzie dla nas w tym ogromną pomocą.


poniedziałek, 3 lutego 2014

Gruzińska gościnność

Gościnność i serdeczność Gruzinów jest już w Polsce znana, ale warto o niej wspominać przy nadarzających się okazjach. W kontaktach z nimi nie istnieją bariery komunikacyjne. W niczym nie przeszkadza nieznajomość języka gruzińskiego czy rosyjskiego. Z Gruzinem zawsze można się dogadać.


 Pierwszą styczność z kulturą gruzińską i ludźmi z Gruzji miałam jeszcze na studiach. Współorganizowałam wówczas spotkanie międzynarodowe w ramach projektu z Unii Europejskiej. Uczestniczyło w nim siedem państw, w tym właśnie Gruzja.  

Już na spotkaniu organizacyjnym polubiłam starszego, barczystego Pavle. Był niesamowicie serdeczną i ciepłą osobą. Natomiast już w ramach spotkania zasadniczego, miałam okazję poznać kolejnych dziesięć osób z Gruzji. Każdą z nich cechowała otwartość, radość życia i  optymistyczne nastawienie do świata. Ten wspólnie spędzony czas sprawił, że od tamtej pory rodził się w mojej głowie plan podróży do tego, ciągle dla nas dzikiego i przede wszystkim  egzotycznego kraju nad Morzem Czarnym.


Z realizacją swoich marzeń musiałam wprawdzie poczekać kilka lat, ale w końcu się udało. Na szczęście przez ten czas, który minął od mojego pierwszego spotkania z kulturą gruzińską, zachowały nie tylko miłe wspomnienia, ale również kontakty z kilkoma osobami, co niewątpliwie ułatwiło organizację wyjazdu. Każdy ze znajomych chętnie pomagał przy organizowaniu mojej podróży. Chat na gmailu czy facebooku rozgrzany był do czerwoności, gdy wspólnie planowaliśmy trasę lub omawialiśmy warunki noclegowe i transportowe. W końcu nadszedł czas, żeby wyruszyć w drogę.

Po przyjeździe do Tbilisi, szybko przekonałam się o miejscowej serdeczności. Aby mieć ułatwiony kontakt ze znajomymi, już pierwszego dnia zaopatrzyłam się w gruzińską kartę telefoniczną. Po czym wystarczyła zaledwie jedna rozmowa, żeby Pavle ze swoją żoną Teą, zaproponowali mi wspólną całodniową wycieczkę po Kartli i Samcche-Dżawachetia. Każde z nich na co dzień ma masę roboty i weekend jest jedynym momentem w tygodniu, który mogą spędzić ze swoją rodziną, a mimo to poświęcili ten czas, aby pokazać mi piękno Gruzji. Było to bardzo miłe. Zresztą nie tylko znajomi, ale również obcy ludzie sprawiali, że czułam się niemal jak członek wielkiej rodziny. 


Chętni do pomocy, serdeczni, skorzy do tańca, śpiewu i czaczy (czyli gruzińskiej wódki). Zawsze udawało się im ze mną dogadać. Jak nie po gruzińsku, to po rosyjsku, a jak tak nie wyszło, to na migi. Zauważyłam również, że ich przestrzeń osobista jest dużo mniejsza niż ta, do której jestem przyzwyczajona. A już na pewno różni się od tej obowiązującej w zachodniej kulturze. Czasami, nie ukrywam, że mnie to onieśmielało, ale szczera radość na widok gościa, jaka pojawiała się na ich obliczach, powodowała, że szybko udawało mi się przełamać początkowe skrępowanie.


Spotkałam wielu przyjaznych ludzi, ale w Gruzji serdeczność jest czymś tak naturalnym, że aż dla nas, przyjezdnych, niezwykłym. Chce się tam wracać!

sobota, 1 lutego 2014

Kilka słów o projekcie Samo_Się

Projekt Samosiowy zakończył się kilka dni temu. Wykonując określone zadania, spędziliśmy razem dziesięć, a nawet dwanaście tygodni. Jak już wspomniałam w ostatnim wpisie (tutaj) przystąpienie do wspólnej zabawy poprzedziły pewne rozmyślania. Bo tak naprawdę, w świecie blogów jestem od niedawna. A w momencie rozpoczęcia byłam praktycznie na samym początku tej drogi. Nic dziwnego, że miałam wątpliwości, czy dam radę tak często wrzucać wpisy. Ktoś zapyta: często? Przecież raz w tygodniu, to wcale nie jest często. Dla mnie, nawet teraz, taka częstotliwość to pewnego rodzaju wyzwanie. Poza tym, nie byłam pewna, czy pisanie bloga mi się podoba. Koniec końców, jako że lubię wyzwania,  Rudym Spojrzeniem Na Świat dołączył do projektu Samo_Się.

Muszę tutaj podziękować mężowi, który w momentach zwątpienia, dopingował mnie i „wjeżdżał na ambicję”. Przydało się. Wspólnie, całą trójką, uczestniczyliśmy w każdym zadaniu i z każdego zdałam publicznie relację. Zabawy przy tym było niesamowicie dużo. Często musieliśmy się zastanowić, jaki jest nasz Maluch, co w danym tygodniu lubi, a czego nie lubi. Jeszcze uważniej niż normalnie zwracaliśmy uwagę na to, jaką umiejętność posiadł. Musieliśmy się też trochę bardziej wysilić przy wykonywaniu wyznaczonych zadań niż podczas codziennej, zwykłej zabawy.  Przez cały ten czas nasze relacje mama-Igi-tata pogłębiały się i poznawaliśmy się coraz lepiej.
W międzyczasie odkryłam też, że potrafię samodzielnie zrobić zabawkę dla synka, co było dla mnie największym wyzwaniem.  Poza tym, dzięki projektowi przypomniałam sobie, że pisanie sprawia mi frajdę, więc zaczęłam coraz więcej uwagi zwracać na mój blog. W efekcie zaowocowało to nową odsłoną Rudego Spojrzenia Na Świat.
Co pozostanie? Radość ze wspólnie spędzonego czasu, wiele pomysłów na kolejne jeszcze bardziej kreatywne zabawy i lekki niedosyt, że to już koniec. Satysfakcja, że dałam, a właściwie daliśmy radę.
A tutaj dla przypomnienia:
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...