niedziela, 27 kwietnia 2014

Chłopiec z latawcem Khaled Hosseini

Z autorem miałam już styczność przy lekturze Tysiąca wspaniałych słońc. Przekonał mnie wówczas swoim językiem, stylem i sposobem, w jaki dotyka trudnych tematów, zmuszając czytelnika do zastanowienia się nad życiem, sobą czy światem. O Chłopcu z latawcem słyszałam, że powinnam przeczytać. Po prostu.
wydawnictwoalbatros.com

Wydarzenia opisywane są z perspektywy czasu, są to nie do końca ułożone chronologicznie wspomnienia. Narratorem jest dorosły Amir, który po wkroczeniu do Kabulu wojsk radzieckich wraz z ojcem emigruje do Stanów Zjednoczonych. Tam budują swoje życie na nowo. Dla chłopaka jest to pewnego rodzaju ucieczka, od tego, co wydarzyło się w Afganistanie. Dla jego ojca, znanego i poważanego biznesmena, to bardzo trudny okres. Jak się okazuje nie tylko dlatego, że nagle musi odnaleźć się w roli zwykłego pracownika stacji benzynowej, ale dlatego, że zostawił w Kabulu więcej niż majątek.

Po wielu latach wygodnego życia w Stanach Zjednoczonych Amir staje przed szansą odkupienia swoich win. Czy jednak jest możliwość rehabilitacji? Czy powrót do Afganistanu pomoże uporać mu się z wyrzutami sumienia? Czy odnajdzie to, po co się tam wybiera? Czy będzie potrafił się jednoznacznie określić i odważnie podjąć działania, zamiast stać i patrzeć, jak kiedyś? Czy spotka jeszcze Hassana? 

O czym jest ta książka? Porusza tak wiele tematów, że muszę chwilę się zastanowić, od którego zacząć. Na pewno jest o przyjaźni – tej chłopięcej, opartej nie tylko na wspólnej zabawie, ale i oddaniu. O wyrzutach sumienia, które dręczą przez całe życie, z powodu zawiedzionego zaufania i zdradzie. O tym, jak chłopiec o imieniu Amir bardzo chciał zaimponować swojemu ojcu i starał się wygrać zawody latawców. To motywy przewodnie, wokół których oplata się cała fabuła.

To także powieść o Afganistanie i życiu w tym państwie przed wojną domową i po niej. Także o życiu na emigracji po 2001 roku i World Trade Center.  Do mnie, osoby z wolnego, demokratycznego kraju, obrazy nakreślone przez autora do tej pory wracają. Okrucieństwo i zdrada, które mają swój początek w małym zaułku Kabulu, to punkt, który zmienia życie Amira i jego przyjaciela Hassana.

Chłopiec z latawcem Khaled'a Hosseini to powieść, która bardzo jasno pokazuje, jak jedno wydarzenie może zdeterminować życie ludzkie. Nie ma tu prostych rozwiązań, a życie bywa bardzo okrutne. Ludzie też. 

Niesamowita książka, którą trzeba przeczytać.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu: Czytamy literaturę amerykańską, Wyzwanie Biblioteczne i Jasna strona mocy.

środa, 23 kwietnia 2014

Urodzinowe czytanie 2014

Wprawdzie od moich urodzin minął już niemal miesiąc, ale dopiero teraz znalazłam chwilę, aby wrzucić stosik do przeczytania. Jest on poza kolejnością, ponieważ to pozycje, na które czekałam.



Taltos i Lasher to część cyklu o Wampirach Anne Rice. Trzecie królestwo natomiast to powieść umieszczona w świecie z cyklu Miecz prawdy. O książce Jej wszystkie życia słyszałam wiele pozytywnych opinii i chciałam ją przeczytać. Teraz nie muszę już szukać w bibliotece.

Uwielbiam dostawać książki. A wy jakie prezenty preferujecie?

wtorek, 22 kwietnia 2014

Konkurs Czy te oczy mogą kłamać?

Zapraszam na konkurs fotograficzny organizowany przez portal Mafia Mam. 


Jak widać jestem fundatorem jednej z nagród. A zasady konkursu i wszelkie szczegóły znajdziecie tutaj: http://mafia-mam.blogspot.com/2014/04/czy-te-oczy-moga-kamac-konkurs.html.

Powodzenia!

sobota, 19 kwietnia 2014

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Ksiązeczka Treetop - skip Hop

Treetop to nietypowa książeczka. Nie wpiszę tutaj wydawnictwa, bo nie jest produkowana w drukarni. Desygnuje ją firma Skip Hop z Nowego Jorku. Marka istnieje od 2003 roku i rozpoczęła swoją działalność od produkcji toreb na akcesoria dziecięce. W tej chwili w swojej ofercie ma wiele edukacyjnych zabawek i przedmiotów przydatnych w codziennym życiu matki i niemowlaka.



niedziela, 6 kwietnia 2014

Kolorowe rybki, czyli mokra robota

W ramach mokrej roboty, czyli projektu Samo Się wybraliśmy się do akwarium. Długo się zastanawialiśmy czy Gałganek jest już gotowy na takie przygody, ale przypadkowa wizyta w sklepie zoologicznym rozwiała wszelkie wątpliwości.

Akwarium w Gdyni, znajduje się w bardzo przyjemnej okolicy, nad samą zatoką, na Skwerze Kościuszki. Posiada w swojej kolekcji ponad 1500 żywych organizmów, w tym 250 gatunków. Ekspozycje znajdują się na trzech piętrach i obejmują cztery biotopy: rafy koralowej, toni oceanicznej, Morza Bałtyckiego i tropików Amazonii. Od 2005 roku ma status ogrodu zoologicznego i jest w tym momencie jednym z największych tego typu obiektów w Polsce. 

Na wycieczkę zdecydowaliśmy się pojechać w weekend, więc spodziewaliśmy się dużego ruchu. Jednak byliśmy na miejscu dość wcześnie i dzięki temu dopiero pod koniec naszej wizyty zrobiło się gwarno i tłoczno. Igi uważnie przyglądał się pływającym za szybami rybom. Tata opowiadał mu, co to za okaz i gdzie żyje. Najciekawsze okazały się rafy koralowe i pływające między nimi kolorowe, małe rybki, które swą ruchliwością przykuwały uwagę Gałganka.

Warto wspomnieć, że w akwarium nie ma problemów z poruszaniem się z wózkiem. Sale w których znajdują się ekspozycje są przestronne. Do dyspozycji zwiedzających pozostaje także winda. Wprawdzie dojeżdża ona tylko na drugi poziom, ale zwiedzenie jednego piętra z Małym na rękach, nie stanowiło problemu.

Zwiedzanie zaczyna się od trzeciego piętra. Znajduje się tam wielka makieta Morza Bałtyckiego z zaznaczonymi miastami portowymi. Kiedy naciśnie się guzik, podświetla się odpowiednia tabliczka. Gałganek razem z tatą sumiennie posprawdzali, gdzie, który port leży. Atrakcją były też rolki,które można przekręcać, aby złożyć obrazek kręgowca. Igi uwielbia kręcić wszelkiego rodzaju kółkami, więc trochę czasu tam spędziliśmy.


Na koniec poszliśmy do mokrej sali, czyli miejsca, gdzie każdy może dotknąć ryb. Oczywiście dla Gałganka największą frajdą było moczenie rąk w wodzie i chlapanie. Aż dziw, że nas stamtąd nie wyrzucili.




Akwarium jest bardzo fajnie przygotowane dla dzieci. Mokra sala, dodatkowe podesty przy zbiornikach z okazami,aby było lepiej widać pływające ryby, czy makieta z podświetlanymi portami są szczególnymi atrakcjami dla maluchów. Osobna łazienka z przewijakiem, winda czy specjalne wózki dla dzieci to udogodnienia, które ułatwiają rodzicom zwiedzanie z dzieckiem. Nawet nasz prawie dziewięciomiesięczny synek był zachwycony.  
Zabawa była tak dobra, ze wyszliśmy z akwarium z mokrymi rękawami:)

piątek, 4 kwietnia 2014

20 minut na czytanie

Wydawało mi się, że każdy rodzic czyta dzieciom bajki. Niestety, okazuje się, że niektórzy o tym zapominają. Nie wyobrażam sobie tego, żeby moje dziecko nie miało styczności z książkami. 

Mała Garderoba postanowiła zorganizować mała przypominajkę dotyczącą czytania dzieciom. Dołączam się i wspieram, bo przecież 20 minut dziennie to nie tak wiele, a jednak bardzo dużo dla rozwoju naszego dziecka. 


Staram się czytać Gałgankowi codziennie. Dzięki temu maluch uczy się, że można mówić ze zmienną intonacją, jak brzmi pytanie, a jak zdanie oznajmujące. Oczywiście, na początku nie ma pojęcia o tych terminach. Ważne jest jednak już to, że się osłuchuje.

Poprzez czytanie poznaje nowe wyrazy, znaczenia, nawet jeśli jest za mały, aby je powtórzyć. Im dziecko starsze tym większy zasób słownictwa posiada, jeśli jego kontakt z książkami jest regularny. 


Nie tylko słowa są ważne, ilustracje pomagają zobrazować nowe znaczenia, wspomagają spostrzegawczość (zabawa: gdzie jest kot? a jak kotek robi? jakiego jest koloru? Itd.).

Polecam też zapoznać się ze szczegółami kampanii Cała Polska czyta dzieciom, która prowadzona jest od 2001 roku. Na stronie można znaleźć na przykład tzw. Złotą listę, czyli jakie książeczki polecane są dla maluchów w konkretnych przedziałach wiekowych. Pomoże to w zakupach i planowaniu prezentów dla dzieci, nie tylko swoich. 

Moje życie jest nierozerwalnie związane z książkami i chciałabym swoją pasją zarazić synka. To również motywuje mnie do tego, aby każdego dnia znaleźć 20 minut na wspólne czytanie bajek.

A wy czytacie swoim pociechom?


środa, 2 kwietnia 2014

Służące - Kathryn Stockett (audiobook)

Bardzo długo nie mogłam się przekonać do audiobooków. Po pierwsze, to w końcu nie jest papierowa, szeleszcząca wersja, której mogę dotknąć. Po drugie, ktoś czyta w określony już sposób, intonuje, akcentuje, narzuca mi z góry pewną interpretację. Jednak długie spacery w chłodne jeszcze dni sprawiły, że się skusiłam. Służące Kathryn Stockett to pierwsza książka, której wysłuchałam, a czytają Anna Seniuk, Karolina Gruszka i Anna Guzik. I robią to świetnie. 

www.merlin.pl

Żałuję, że tak długo zwlekałam z zapoznaniem się z tą pozycją, bo uważam, że jest naprawdę dobra. Tematem przewodnim jest segregacja rasowa w miasteczku Jackson w Stanach Zjednoczonych w latach sześćdziesiątych. Wprawdzie w momencie, kiedy wkraczamy do Jackson nie ma już niewolników, ale rasizm jest w dalszym ciągu na porządku dziennym, a ludzie o czarnym kolorze skóry traktowani są jak zupełnie inny, gorszy gatunek.

Panienka Skeeter w ramach zadania od redaktorki wydawnictwa Harper & Row postanawia spisać historię czarnych kobiet, które służą w domach białych ludzi. Jest to nie lada wyzwanie, ponieważ w ówczesnych czasach granica dzieląca tych o jasnej skórze i ciemnej jest jak Rów Mariacki – głęboka i szeroka. Niemal nie do pokonania. Gdzieś w Stanach powoli coś zaczyna się dziać, aby te różnice zniwelować, ale są to miejsca odległe od skostniałego Jackson.

Projekt wiąże się z ogromnym zagrożeniem przede wszystkim dla pracujących kobiet. Wstrząsnęła mną przebiegłość, perfidia, złośliwość i okrucieństwo wielkich pań. Oczywiście zachowania są bardzo subtelne, przemocy fizycznej w tej książce praktycznie nie ma. W największe zdumienie jednak wprawiła mnie hipokryzja białych ludzi i ich skupienie na sobie. Historia jest przedstawiona przez trzy różne kobiety: panienkę Skeeter oraz dwie służące Minny i Aibileen. Ujawnienie przedsięwzięcia to również dla panienki Skeeter ryzyko wykluczenia ze społeczeństwa.  Według panujących wówczas praw, za „bratanie się” z czarnymi, białym również groziły surowe kary.

Aibileen to starsza już kobieta, która dwa lata wcześniej straciła w wypadku dorosłego syna. Mądra, ciepła osoba, która uwielbia opiekować się dziećmi. Wydaje się, że tylko dlatego (plus z oczywistych względów finansowych) pracuje u białych ludzi. Wychowywanie maluchów jest dla niej małym światem, który kończy się, kiedy dziecko zaczyna dorastać i rozróżniać kolor skóry. To wtedy Aibileen zwykle zmienia dom. Chciałabym mieć taką nianię, miałabym do niej 100% zaufanie, że zadba o moje dziecko oraz nauczy je szacunku do siebie i innych.

Minny to korpulentna i charakterna matka czworga dzieci. Mówi o sobie, że nie potrafi trzymać języka za zębami i często powie białym paniom za dużo. Szczera i prostolinijna. Dzięki niej się uśmiechałam, bo bywała bardzo zabawna. Pozornie skupiona na sobie, a jednak przejmuje się innymi bardziej niż chce to pokazać. Gdzieś między jej słowami można  domyślić się, że sama nie ma łatwego życia z dziećmi i mężem, który od czasu do czasu dotkliwie ją bije.

Natomiast Eugenia Skeeter to dwudziestokilkuletnia ambitna dziewczyna pochodząca z dobrze sytuowanej rodziny. Jest inteligentna i pragnie zostać pisarką. Brakuje jej pomysłu na temat, ale z czasem zaczyna się on klarować. Okazuje się odważny i nowatorski.  Bohaterka jest bardzo wysoka, szczupła. Charakterystyczne wydają się być jej włosy, wiecznie roztrzepane, na co często zwracała uwagę jej matka. Bardzo podobało mi się, jak ta postać ewoluowała w trakcie całej powieści. Nie tylko emocjonalnie czy duchowo, ale również jak zmieniło jej się podejście do własnego wyglądu, który był wcześniej powodem jej kompleksów.

Bardzo dawno nie miałam styczności z tematyką rasizmu i segregacji kulturowej. Wydawało mi się, że te czasy są odległe. Tak naprawdę, nie minęło aż tak wiele lat, a pogarda i odraza białych ukazana w książce szokowała mnie i przerażała. Z drugiej strony determinacja bohaterek podnosiła na duchu, a charakterna Minny potrafiła rozbawić niemal do łez. Mądrość Aibileen ocieplała zmrożone serce, a nowoczesność  panienki Skeeter sprawiała, że trzymało się za nią kciuki. 

Mężczyzn nie ma w powieści zbyt wielu, tworzą oni tło do charakterystycznych i misternie zbudowanych postaci kobiecych. Na uwagę, oprócz narratorek, zasługuje panienka Celia, Hilly czy Elizabeth. Każda z nich jest jedyna w swoim rodzaju.

Służące to książka napisana o kobietach i dla kobiet, ale zmusza do zastanowienia, bo choć w Stanach nie budują już osobnych toalet dla czarnoskórych, to problem rasizmu nadal jest na świecie aktualny. 

Wpis bierze udział w wyzwaniu Czytamy literaturę amerykańską oraz Jasna strona mocy.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...