wtorek, 30 czerwca 2015

Samotni Hakan Nesser



Hakan Nesser uwiódł mnie już kilka razy perypetiami inspektora Gunnara Barbarottiego. I chociaż reprezentuje szwedzki kryminał, tak popularny w ostatnich latach, to jednak coś go moim zdaniem wyróżnia. Wszystkie książki detektywistyczne z rejonu Skandynawii, które miałam okazję przeczytać do tej pory, dotykały w mniejszym lub większym stopniu problemów społecznych. Mam jednak wrażenie, że Hakan Nesser czyni daną kwestię głównym bohaterem, chociaż w pierwszej chwili wydaje się, że to morderstwo i śledztwo grają główną rolę w jego książkach.

Wydawnictwo Czarna Owca
Przykładem takiego właśnie podejścia są Samotni. Jest to już czwarty tom inspektora Gunnara Barbarottiego. Tym razem to swego rodzaju rozwinięcie tematu samotności, który pojawił się już w Drugim życiu Pana Roosa

Na dnie wąwozu zostaje znaleziony martwy mężczyzna. Wszystko wskazywałoby na samobójstwo, gdyby nie fakt, że trzydzieści pięć lat wcześniej dokładnie w tym samym miejscu zginęła kobieta. Wszystko staje się jeszcze bardziej interesujące, kiedy okazuje się, że Maria Winckler była narzeczoną Germunda Grootha. Świadkami jej śmierci  była jeszcze czwórka przyjaciół z Uppsali. Pod koniec lat 60-tych wszyscy oni wybrali się w podróż po Europie Wschodniej…

Po przeczytaniu Samotnych po raz kolejny zastanowiłam się nad faktem bycia samotnym w tłumie. Nad tym, że człowiek ma indywidualne potrzeby, często ma problem, aby się nimi dzielić z innymi. A czasami po prostu szuka wsparcia bez zbędnych słów od drugiej osoby.

Autor porusza tutaj również kwestię zawiłych relacji międzyludzkich. Zastanawia się nad trwałością przyjaźni i zasadach jej powstawania. Czy wystarczą dwie osoby, które mają te same zainteresowania? A może potrzeba ludzi, którzy są przeciwieństwami?

Samotni Hakan Nessera to lektura ponadczasowa i pod granicami państw. Uniwersalna historia, która zmusza do zastanowienia się nad relacjami, które nas otaczają. To jednocześnie doskonały kryminał ze świetnie wykreowanym inspektorem Gunnarem, który inspiracji poszukuje w cytatach z Biblii. To powieść, która trzyma w napięciu do samego końca, a ten zaskakuje.

niedziela, 28 czerwca 2015

Bóg jest! Spotkałem go - Bartosz Pałgan



Kiedy usłyszałam, że Bartek Pałgan spisał swoją historię, chciałam jak najszybciej ją przeczytać. O jego losach tylko słyszałam od osób trzecich i trochę od samego autora. Pełnej relacji jednak nie miałam okazji usłyszeć.



Bóg jest! Spotkałem Go to książka o drugim życiu, które zostało dane samemu autorowi. Historia zaczyna się od wypadku samochodowego 6 sierpnia 2010 roku. Bartosz Pałgan jadąc czerwony seatem wpada w poślizg i ląduje na drzewie.  Niedługo później bierze udział – już w stanie nieświadomości – w kolejnym wypadku. Przewożąca go karetka miała stłuczkę w niedalekiej odległości od szpitala we Włocławku. I tak zamiast trafić jak najszybciej na odpowiedni oddział autor musiał czekać na kolejną karetkę, która przebije się przez korki i przewiezie go na miejsce.

Książka mówi o intensywnej walce, niesamowitym wsparciu bliskich i nieznajomych. O modlitwie w całej Polsce w intencji autora. I o spotkaniu, którego doświadczają Ci, którzy przeżyli własną śmierć. Historia pokazuje upór Bartosza Pałgana, który w dążeniu do celu był cierpliwy i pracowity, pomimo że rokowania lekarzy nie były optymistyczne.


"Całe to zdarzenie, w moim przypadku dotyczy urazu głowy, ale opisując to, nie chciałem, aby słowa te były skierowane tylko do osób z podobnymi urazami bądź do ich bliskich. Liczę na to, że może te komuś te słowa i ta relacja dodadzą siły i wiary w to, że warto podjąć nieraz nierówną walkę z losem i przeniesie ona nadzieję na sukces."


Po przeczytaniu tej książki miałam i nadal mam ogromny szacunek oraz podziw dla autora właśnie za tę nieustępliwą walkę. Za to, że się nie poddał i zacisnął zęby chcąc wrócić do dawnej sprawności, do swojego życia. Jego historia uświadamia człowiekowi kilka kwestii. Po pierwsze, że nie doceniamy pewnych zwykłych, codziennych umiejętności i rzeczy, które mamy możliwość wykonywać. Po drugie, że trzeba wyznaczać sobie cele, nawet jeśli są odległe i je realizować.


"Moim zdaniem kluczem do osobistego sukcesu, bo o takim mogę teraz pisać, było dokładnie wiedzieć, czego chcę."


Kolejną ważną kwestią, jaką poruszył Bartosz Pałgan w Bóg jest! Spotkałem go to istota wsparcie rodziny i znajomych, ale także ludzi przypadkowych. Ich modlitwy za niego w wielu miejscach Polski.

Premiera książki miała miejsce 28 czerwca 2015 roku. Pozycja jest przeznaczona tylko do lokalnej sprzedaży, więc jeśli ktoś jest zainteresowany lekturą, może się skontaktować z autorem poprzez blog Nazakręcie. Zachęcam, bo takie historie dają tzw. „kopa” do życia.

piątek, 26 czerwca 2015

5 pisarzy, którzy sprawiają, że śmieję się w głos



Uwielbiam uśmiech u innych, u siebie. Mam wrażenie, że my, Polacy, często chcemy być bardziej poważni niż naprawdę jesteśmy. Żeby jednak pokazać, że potrafimy się uśmiechać, Mocna Grupa Blogerów zainicjowała akcję #ObalamyMitPolakaPonuraka. Zachęcam gorąco do wzięcia udziału! Natomiast ja, żeby was rozweselić, mam przykłady pięciu autorów, których książki sprawiają, że śmieję się w głos. W miejscach publicznych czasami wygląda to głupio, ale się tym nie przejmuję.



1.       Zdecydowanie numerem jeden jest u mnie twórczość Terrego Pratchetta.  Książki ze Świata Dysku, a także Zadziwiający Maurycy i jego edukowane gryzonie oraz Spryciarz z Londynu, sprawiają, że pękam ze śmiechu. Uwielbiam humor tego autora, trafność spostrzeżeń i celne aluzje do życia współczesnego. I nie ma znaczenia, czy czytam w oryginale, czy w tłumaczeniu. Tutaj wielkie uznanie dla Piotra W.Cholewy, który genialnie przekłada książki Pratchetta. 

2.       Saga o wiedźminie, jak i przygody Reinmara to pozycje w twórczości Andrzeja Sapkowskiego, które zdecydowanie poprawiają mi humor. Humor sytuacyjny, ironia i sarkazm bardzo cenię w książkach tego autora. Gwarantują świetną zabawę.

3.       Seria o Ani z Zielonego Wzgórza Lucy Maud Montgomery. Nie mogłam się powstrzymać, aby o tym cyklu nie wspomnieć. Wychowałam się na książkach o losie rudej dziewczynki, a czytanie o jej przygodach rozpoczęłam już w pierwszej klasie podstawówki. Na szczęście moja mama miała w biblioteczce całą kolekcję, więc nie zajęło mi dużo czasu, aby pochłonąć wszystkie części. To zabawna i mądra lektura, do której wracam raz na kilka lat.

4.       Słowa światłości Brandona Sandersona to jedna z moich ostatnich lektur. Ma 952 strony i wzbudzała we mnie wiele emocji. Czytałam ją w każdej wolnej chwili i bardzo często się śmiałam, co wzbudzało konsternację wśród domowników.

5.       Oskar i Pani Róża, Dziecko Noego oraz Pan Ibrahim i kwiaty Koranu to niewielkie książeczki. Eric-Emmanuel Schmitt mistrzowsko połączył w nich humor i poważne tematy. Do tych lektur można nieustannie wracać i odkrywać je na nowo. 

Jeśli podliczyć książki, o których wspomniałam wyżej, to na pewno wyjdzie ich więcej niż pięć, więc zmieniam tytuł z Pięć książek, które sprawiają, że śmieję się w głos na ten, który Wy już mogliście przeczytać. 

A wy macie takich pisarzy, którzy poprawiają wam humor? Podzielcie się ze mną! 


poniedziałek, 22 czerwca 2015

sobota, 20 czerwca 2015

Słowa Światłości – Brandon Sanderson



Wydawnictwo Mag się postarało i zarówno Droga królów, jak i Słowa światłości są pięknie wydane. Każdy rozdział ma stylizowany trochę na stare księgi początek. I co rzadko się zdarza w fantastyce, w tym wydaniu pojawiają się także ilustracje, a właściwie rysunki jednej z bohaterek, które doskonale rozbudowują wyobrażenie o świecie stworzonym przez Brandona Sandersona.  
 
Wydawnictwo Mag
Całe szczęście, że kupiłam od razu dwa tomu cyklu Archiwum Burzowego Światła. Dzięki temu po skończeniu Drogi królów od razu przeszłam do czytania Słów Światłości. Tak, jak już pisałam, tom pierwszy to wstęp, za to w części drugiej się dzieje…

Brandon Sanderson bardzo przyśpieszył akcję w Słowach Światłości, do tego dorzucił wiele nieoczekiwanych zwrotów akcji. W ten sposób przez całe 952 strony trzymał mnie w napięciu. Emocje, jakie wywoływał momentami stawały się tak skrajne, że aż chciałam przerywać czytanie. Ale nie mogłam się od tej książki oderwać. W tej części tak wiele się dzieje, że mocno skracałam czas snu, bo co doszłam do etapu, że ledwo widziałam na oczy, to okazywało się, że właśnie tutaj czekał na mnie zwrot akcji. I jak tu odłożyć lekturę na bok? Nawet, jeśli wydarzenia nie idą tak, jak by się chciało…

Nie zabrakło tutaj i akcentów humorystycznych, celnych spostrzeżeń, którym mogę przyklasnąć, np.:


Nie jestem zrzędliwy – warknął Teft. – Mam tylko niski próg tolerancji głupoty.


Albo ten fragment:

- Prawda jest indywidualna.
- Co takiego? Nie, wcale nie. Prawda jest… Prawdą. Rzeczywistością.
- Twoją prawdą jest to, co widzisz.

I tak mogłabym jeszcze wiele cytować i pisać, ale po co. Sami lepiej przeczytajcie. Poza tym, każde napisane zdanie może wam już za dużo zdradzić. A tymczasem Kaladin Burzą Błogosławiony, Shallan, Dalinar i Kłamca oraz jeszcze kilku innych bohaterów czeka na was.

Wpis bierze udział w wyzwaniach: Czytamy fantastykę III, Historia z trupem i Czytamy opasłe tomu str.952.

środa, 17 czerwca 2015

Pelagia i biały buldog Borys Akunin



Od dłuższego czasu wszystkie kryminały, które czytałam działy się w czasach współczesnych. Tymczasem Pelagia i biały buldog przeniosła mnie do XIX wieku do Zawołża. Nie ukrywam była to miła odmiana, bo lubię połączenie literatury przygodowej czy sensacyjnej z elementami historycznymi.  
 
Wydawnictwo Noir sur Blanc
Początkowo wydaje się, że głównym bohaterem jest biskup  Mitrofaniusz i zastanawiałam się, gdzie ta Pelagia. Jednak i ona pojawia się dość szybko, aby zająć się tajemniczą sprawą śmierci białych buldogów starej generałowej Tatiszczewej. Staje się zresztą bardzo intrygującą i fascynującą postacią, która nie raz i nie dwa mnie zaskoczyła.

Akcja dzieje się swoim tempem, natomiast elementem zaskoczenia na pewno są nieoczekiwane zwroty akcji. Tak naprawdę, do samego końca pojawiają się nowe wątki, a samo rozwiązanie zagadki jest… mocno zaskakujące

Borys Akunin świetnie narysował słowami atmosferę XIX-wiecznego Zawołża, zależności polityczne i osobowe na rosyjskich „obrzeżach”.  W sposób interesujący wplótł w wydarzenia próbę jednoczenia czy nawet nawrócenia w jedynym słusznym Kościele prawosławnym. 

Pelagia i biały buldog to niezły kryminał rosyjski i pierwszy tom z serii o tytułowej Pelagii. Jestem pewna, że poszukam kolejnych części.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...