poniedziałek, 31 marca 2014

Mam czas tydzień 3 i 4

W tym tygodniu czekały mnie takie oto zadania:

Umów się na spotkanie z przyjaciółką. Koniecznie na mieście, żeby oderwać się od codzienności. Po urodzeniu dziecka pewnie trochę rzadziej się widujecie. Wycisz telefon i skup się na rozmowie. Poświęć jej swój czas.
Jeżeli pogoda na to pozwoli, ubierz się na spacer z dzieckiem w sukienkę. Załóż buty na obcasie.


Przyznaję się bez bicia, że nie udało mi się wyjść samej na spotkanie z koleżanką czy kolegą. Jednak cały tydzień spędziliśmy towarzysko. Do tego pogoda dopisała i dużo czasu przebywaliśmy na dworze. Nawet dwie wycieczki udało się całą rodziną zorganizować.



Drugą część odpuściłam. Ci, którzy mnie znają wiedzą, że w sukienkach chodzę od święta lub latem, jak jest bardzo ciepło. Obcasy uwielbiałam kiedyś. Teraz ze zwyczajnej wygody zakładam bardzo rzadko, a już na pewno nie na spacer z Galgankiem. Dawniej potrafiłam całą noc przetańczyć w szpitalkach, a teraz 2 lub 3 godzinny spacer preferuję w trampkach. Muszę dbać o stopy i kręgosłup, bo przy małym dziecku człowiek wystarczająco nadwyręża swoje ciało. Wyjazdy były jednak okazją, aby wyjść z dresów i zrobić porządny makijaż. Niestety, długich kolczyków zakładać nadal nie mogę, bo Igi uwielbia je ciągnąć. Jeszcze i na to przyjdzie czas.

Podsumowując, ten tydzień był słabo zrealizowany, ale i tak czuję, że sporo z niego skorzystałam.

Teraz czeka na mnie randka z mężem. 

1 kwiecień 2014 aktualizacja

Wyjście udane. Poszliśmy do knajpy, w której kiedyś  się spotykaliśmy. Obejrzeliśmy mecz Ligi Angielskiej, wypiliśmy piwko (ja bezalkoholowe). Potem zapiekanka w miejscu, które pamiętam jeszcze ze studiów jako punkt gastronomiczny otwarty 24h na dobę i dlatego świetny na czas po imprezie. Tym razem założyłam obcasy i krótką sukienkę. Śpiący Gałganek został pod opieką chrzestnego i jego dziewczyny. Muszę przyznać, że częściej takie wyjścia by się przydały. 

wtorek, 25 marca 2014

Żółty autobus

Moja interpretacja kolejnego tygodnia projektu Oczekiwanie jest naprawdę dowolna. Z tematu wybrałam po prostu kolor żółty, który kojarzy mi się z wiosną. A ona coś ostatnio znowu ustąpiła miejsca zimie - dzisiaj padał śnieg z deszczem. 

Idąc tym tropem rozejrzeliśmy się z Igim dookoła. Znaleźliśmy kilka radosnych i żółciutkich przedmiotów, które nas otaczają. 



I na koniec coś z naszego ogródka:


poniedziałek, 24 marca 2014

Mam czas tydzień 2

Jest poniedziałek wieczór. Podsumowanie drugiego tygodnia projektu Mam czas powinnam napisać wczoraj. Nie zdążyłam. Ostatnio żyję w niedoczasie, ale takim przyjemnym, bo ciągle coś się dzieje.

Melduję, że prawie wykonałam wszystkie zadania. Udało mi się wziąć długi prysznic i zafundować sobie kilka zabiegów pielęgnacyjnych. Zresztą i tak już koniecznych. 

Dwa razy w ciągu całego tygodnia zrobiłam porządny makijaż - łącznie z nałożeniem cieni i wytuszowaniem rzęs, a nie jak zwykle szybkie kreski pod oczami. To jest spory sukces, ponieważ także wcześniej rzadko się przykładałam do make-up'u. Do tego jestem zwolenniczką naturalności u siebie, więc zwykle przeważnie mój makijaż jest ledwo zauważalny.


A paznokcie... Kiedyś malowałam raz w tygodniu fantazyjne wzorki. Potem ten czas wolałam przeznaczyć na czytanie. A ostatnio pomalowałam je chyba w połowie ciąży. W tej chwili mogę pochwalić się tym, że są ładnie wypiłowane, a skórki zostały usunięte. Są gotowe do pomalowania, ale to już jutro. Dzisiaj już mi się nie chce, a i tak przygotowanie ich zajęło dwa dni, bo robiłam to na raty. Mam nadzieję, że jutro zaktualizuję wpis i dorzucę dowód na to, że jednak je wykończyłam lakierem.

25 marzec g. 22:14 aktualizacja

środa, 19 marca 2014

Audiobook?

Oświadczam publicznie, że ja konserwatystka książkowa zdradziłam papierowe czytadło z audiobookiem. Tak, właśnie to się stało! I sama nie wiem, czy słowo "zdradziłam" to jednak dobre określenie, bo teraz równolegle mogę czytać książkę w wolnej chwili, a podczas spacerów słuchać audiobooka. 

Zakochałam się. Nie mam wątpliwości. Wiem, że od teraz będę mogła więcej i szybciej czytać. A o to mi chodziło. 

I już niedługo pierwsza recenzja przesłuchanego audiobooka. A wy w jaki sposób czytacie?

sobota, 15 marca 2014

Mam czas - tydzień 1

Koleżanka z bloga 280 dni zaproponowała jakiś czas temu pewien projekt. Nazwała go Mam czas, a ja chciałabym w jej imieniu zaprosić wszystkie czytające mój blog mamy. Bo do nich jest skierowana ta inicjatywa. 
Na czym polega? W wielkim skrócie chodzi o to, aby zadbać o swój wygląd i samopoczucie. Wiadomo, że nasze maluszki pochłaniają niemal całą naszą uwagę oraz energię i często nie mamy czasu na wyjście do kosmetyczki czy po prostu umyć włosy. Projekt ma na celu przypomnienie, że bycie mamą nie wyklucza kobiecości i poczucia piękna, a to wszystko zależy od nas. No i osób nam bliskich (partnera, rodziny, przyjaciół). Do wykonania zadań będzie nam potrzebna pomoc innych - a dla nas to będzie godzinka czy dwie czasu tylko dla nas. Pamiętacie jeszcze jak to jest? Więcej o pomyśle Kasi znajdziecie tutaj.

A poniżej moja krótka relacja z pierwszego tygodnia, który zakładał, żeby wyjść na zakupy i sprawić sobie jakiś drobiazg oraz przejść się do kawiarni, na spacer z książką lub psem. Bez urwisa, który w tym czasie grzecznie spędza czas z tatą, dziadkami, ciotkami, wujkami itd. 

Muszę przyznać, że nie przepadam za zostawianiem Gałganka. Jakoś zauważyłam, że nie mam potrzeby wychodzenia gdzieś samej, a za zakupami nie przepadam. To znaczy lubię kupować sobie różne rzeczy, ale nie przepadam za tymi tłumami w sklepach i kolejkami do przymierzalni. Na spotkania ze znajomymi chętnie zabieram synka i wcale mi on nie przeszkadza w relacjach towarzyskich. 

Chciałam wywinąć się z tego zadania już w trakcie tygodnia. Wpadłam do sklepu Diverse i kupiłam nowe okulary (poprzednie dwie pary mąż bardzo zgrabnie połamał swoją pupą). Niestety, mam w domu strażnika, który podsumował, że to się wcale nie liczy, bo w sklepie w wyborze pomagał mi Gałganek. 

W ten sposób w dzisiejszy deszczowy, wietrzny i zimny poranek zostawiłam moich panów w domu, a sama wsiadłam w samochód i wybrałam się do najbliższego skupiska sklepów. Ludzi było już sporo, bo w końcu sobota, więc jeszcze na samym parkingu zastanawiałam się, czy nie zawrócić do domu. Szybko jednak znalazło się miejsce, więc nie było odwrotu. I nie żałuję, bo kupiłam śmieszne spodnie w rozmiarze S (całe 20zł), krem do rąk i pilnik do stóp. Do tego zgrane na ipoda Służące odcięły mnie od huczącej muzyki sklepowej. Dwie godzinki sam na sam ze sobą i ten rozmiar S poprawiły mi humor, naładowały akumulatory i z szerokim uśmiechem wróciłam do domu, aby przytulić moich mężczyzn.

Poniżej moje łupy:


piątek, 14 marca 2014

Do przeczytania 2014 cz.2

Pisałam wam na facebooku, że podczas robienia zdjęcia z kolejnym stosikiem książek, mój synek pokazał mi swojego pierwszego ząbka. Byłam tak przejęta, że wpis powstaje dopiero teraz. Międzyczasie udało mi się dowieźć kilka nowych pozycji z kolejnej biblioteki i pojawił się drugi ząbek, więc tak naprawdę powinnam zrobić nowe, aktualne zdjęcie. Mam nadzieję, że wybaczycie, ale pogoda jest taka piękna, że nie mam kiedy do tego usiąść. Ale teraz krótko o tym, co będę czytać w najbliższym czasie. 

Postanowiłam jednak zostać jeszcze chwilę w kręgu skandynawskiego kryminału. Przede wszystkim wreszcie udało mi się zdobyć Kamieniarza C. Lackberg. Czekałam aż osiem miesięcy, aż czytelnik łaskawie zdecyduje się ją oddać. W drugiej bibliotece kolejka do rezerwacji była taka, że nawet nie można było się zapisać. Znalazłam też zaległego H. Mankella Białą lwicę, Psy z Rygi i nowość Ręka. Krąg zamyka Leif GW Persson Umierającym detektywem.

Kryminał reprezentuje również Aleksandra Marinina i jej Czarna lista i polski dziennikarz sportowy Przemysław Rudzki z pozycją Gracz. 

Żeby móc trochę odsapnąć od zbrodni wyszukałam coś z fantastyki, którą ostatnio zaniedbałam, czyli na tapecie będzie Jacek Piekara Przenajświętsza Rzeczpospolita i Andrzej Pilipiuk Szewc z Lichtenrade. 

Na początku roku zarezerwowałam sobie w bibliotece Chłopca z latawcem autora Khaled Hosseini i dwa tygodnie temu ją odebrałam. Ponadto zdecydowałam się na klasykę w wykonaniu Umberto Eco Diariusz najmniejszy i Anny Świderkówny Rozmowy o Biblii. 

O mały włos zapomniałabym o czymś, co dla mnie konserwatystki książkowej jest ogromną nowością: o audiobookach. Teraz odkrywam uroki słuchania podczas chłodnych jeszcze spacerów z synkiem Służących Kathryn Stockett i Nostalgii Anioła Alice Sebold.

Pozycji sporo, ale jestem dobrej myśli. A na pewno jestem pewna, że przyjemnie spędzę przy tej lekturze czas.  

wtorek, 11 marca 2014

Na boso przez świat

Igor ma osiem miesięcy i ani razu nie założyłam mu bucików. Wychodzę z założenia, że skoro nie chodzi, to buty mu nie są potrzebne. Długo też przekonywałam się do rajtuz (podobno dziewczynki noszą rajstopy, a chłopcy rajtuzy), ale mroźna zima była dość mocnym argumentem. Najczęściej jednak zakładam Gałgankowi skarpetki. Ja zakładam, a on ściąga namiętnie. Nawet wspomniane wcześniej rajty próbuje ściągnąć. Bo przecież na boso jest najlepiej. 




Skarpetki długo się nie utrzymują na nóżkach Igiego. Mój syn ma wielką radochę jeśli uda mu się ściągnąć je szybciej niż ja zdążyłam mu je założyć. To jedna z jego ulubionych zabaw. Na innych zdjęciach można podpatrzeć, że poznawanie świata na boso jest według niego najlepsze, np TUTAJ lub TUTAJ
Muszę się przyznać, że za kapciami sama nie przepadam i po domu najchętniej chodzę na boso. Już nie mogę się doczekać, aż będzie cieplej bo wtedy i skarpetki pójdą w kąt.

piątek, 7 marca 2014

Przytulanie ma znaczenie

Moja mama zawsze powtarzała, że byłam dzieckiem niezależnym i kompletnie nie do przytulania. To znaczy byłam do przytulania, ale przytulać się nie dawałam. W przeciwieństwie do mojego młodszego brata. 
Gałganek zachowuje się tak samo. On nie ma czasu na przytulanie. Jest w końcu tyle ciekawych rzeczy dookoła, którym jeszcze nie zdążył się przyjrzeć. A ile dźwięków! Za każdym razem, kiedy któreś z nas chce go objąć wyrywa się, bo przecież mu przeszkadzamy. Tuliłabym go cały czas, ale nie daje się. Tak to właśnie wygląda:



Są jednak takie chwile, kiedy poznawanie wielkiego świata, eksploracja kolejnych kawałków podłogi stają się trudne i bolesne. No tak, przecież nikt Gałgankowi nie pokazał, że przechylanie się maksymalnie do przodu, żeby sięgnąć po oddaloną zabawkę, może skończyć się upadkiem, co przy wzrastającej ostatnio mobilności Igiego zdarza się dość często. A wtedy jest płacz, skarżenie się i przytulasek na pocieszenie okazuje się  przydatny, chyba nawet za bardzo bo igorek szybko zapomina o nieszczęściu, które go spotkało i sytuacja za jakiś czas znowu się powtarza.
Pisać o tym, że przytulanie jest ważne, można w nieskończoność. Daje przecież poczucie bezpieczeństwa, pewności i bliskości z drugą osobą. Poprawia nastrój, ogrzewa i sprawia, że świat staje się bardziej kolorowy.
Mam nadzieję, że uda się nam Gałgankowi pokazać, że nie można żyć bez przytulania! Że warto się przytulać bez powodu każdego dnia.

sobota, 1 marca 2014

Do przeczytania cz.1 - podsumowanie

Początek miałam całkiem niezły – czytanie szło naprawdę szybko. Potem lekko się zacięłam, w ciągu dnia brakowało czasu i kończyło się na czytaniu po kilka stron przed spaniem. A może to wina zmęczenia materiału? Bo ten stosik mało urozmaicony, ewidentnie północny – sporo tu kryminału szwedzkiego, jest też jeden islandzki. Może, więc za dużo z jednego kręgu na raz? 
Ale pora na kilka słów o każdej książce.


Sezon burz Andrzej Sapkowski – o tej książce można poczytać TUTAJ.

Gawędziarz Vargas Llosa – historia o gawędziarzu amazońskiego plemienia Macziguengów, która przeplata się z losami żydowskiego etnologa Saula Zuratasa. A może to o jednej i tej samej osobie? Momentami gubiłam się w tym, kto prowadzi fabułę w danym momencie. Ale jak zwykle u Llosy dobrze się czyta.

Czarownica z Funtinel Albert Waas – o tej książce można poczytać TUTAJ

Nim nadejdzie mróz Hennig Mankell – to kolejny już tom z serii o Kurcie Walanderze, jednak tym razem śledztwo zostaje przedstawione z punktu widzenia jego córki Lary. Jak zwykle bardzo dobra fabuła, język. Historia wciągająca nie tylko ze względu na zagadkowość, lecz również ze względu na wątki osobiste dziewczyny. Mnie bardzo zainteresowało, w jaki sposób córka odbiera zachowania komisarza. Można dowiedzieć się, jak wiele ich dzieli, ale jednocześnie, jak bardzo są do siebie podobni.

Dobry zabójca Dean Koontz – książka na typowym dla autora poziomie. Wartka, ciekawa akcja wciąga. Koontz to pisarz, do którego regularnie sięgam, więc ciężko mnie tu zaskoczyć. Tym razem muszę przyznać, że pozycja na plus. Bardzo szybko się ją czyta i nie zawiera żadnych dziwnych paranormalnych zjawisk, co często u autora, moim zdaniem psuje całość.

Comedia Infantil Hennig Mankell – to dziewięć ostatnich nocy pewnego umierającego chłopca, w których zawiera on opowieść o swoim życiu. Piękna, wzruszająca i przejmująca powieść o bezdomnych dzieciach, o wojnie domowej w Mozambiku, o bandytach i okrucieństwie ludzkim. Książka, którą mogę polecić z czystym serce.

Twardziel z Saffle Mar Sjowal, Per Wahaloo – podobno na tej parze wzorowała się Lackberg czy Larsson. Najbardziej chyba podobała mi się końcówka, ale książka jakoś nie powaliła mnie na kolana. Sięgnę jeszcze po kolejną ich autorstwa, bo możliwe, że gdy czytałem tę pozycję, następował u mnie już przesyt kryminału szwedzkiego.

Śladami zbrodni Tess Gerritsen – zdecydowanie najsłabsza w tym zestawie. Spodziewałam się kryminału, a dostałam romans z intrygą w tle. Na plus mogę zaliczyć, że czytało się szybko. Nie męczyłam się przy niej.

Krew, która nasiąkła Asa Larsson – wartki kryminał z będącą po ciężkich przeżyciach prawniczką Rebeką. I nie mam tu na myśli zawodów miłosnych. jakiś czas przed zdarzeniami opisanymi w książce, bohaterka zabiła trójkę mężczyzn. W jakich okolicznościach? Tego do końca nie wiemy, znajdujemy jedynie strzępki informacji w wypowiedziach czy myślach samej Rebeki i innych postaci.  Zakończenie tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że trzeba sięgnąć po kolejne części.

Całkiem inna historia Hakan Nesser – tutaj się zagapiłam, bo okazało się, że to drugi tom serii o komisarzu Barbarottim. Podobno jednak w pierwszym akcja bardzo długo się rozwija, a tutaj na brak mocnych wrażeń nie można narzekać już od samego początku. Chętnie przeczytam kolejne części.

Wpis bierze udział w Wyzwaniu Bibliotecznym.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...