Lubię moich zwykłych bohaterów stawiać w sytuacjach niezrozumiałych, nietypowych, nie z tego świata... (wywiad z Agatha Rae)

To drugi raz w historii Rudym spojrzeniem, kiedy pojawia się tutaj wywiad. Zdecydowanie preferuję rozmowę na żywo, twarzą w twarz, ale w czasach epidemii koronawirusa, trzeba sobie radzić. Chciałam porozmawiać Z Agathą Rae, która mieszka w Trójmieście, a z jej twórczością miałam styczność po raz pierwszy czytając Psychopompa. Zapraszam Was do lektury zapisu tej rozmowy.

Marta Rudym Spojrzeniem: Spotykamy się w trudnych, dziwnych, a jednak wyjątkowych czasach, kiedy epidemia korona wirusa zamknęła większość ludzi na całym świecie w domach, często w czterech ścianach i zmusiła do przeorganizowania życia. Naukowcy i psycholodzy głośno mówią o masowym pogorszeniu samopoczucia, depresji i stanach lękowych wywołanych zamknięciem i sytuacją epidemiologiczną na świecie. Opowiedz proszę, jak u Ciebie wygląda izolacja? Jak wpłynęła na twój normalny tryb życia?

Agatha Rae: Tak, okoliczności faktycznie są nietypowe. Od połowy marca przeszłam w tryb pracy zdalnej i dopiero od niedawna pojawiam się fizycznie w pracy. Na szczęście mam psa, co daje mi codziennie okazję do krótkich spacerów, więc na pewno jest mi dzięki temu nieco lżej.

RD: Domyślam się, że wydanie dla czytelników opowiadania Sekret hotelu Trzy siostry w formie ebooka i udostępnienie go za darmo było formą reakcji na obecną sytuację…? Masz w swoim dorobku sporo wydanych książek (jeszcze do tego wrócimy), ale wydaje mi się, że to dłuższe formy. Skąd ten pomysł i tematyka? Jak długo to opowiadanie leżało w szufladzie zanim postanowiłaś go wydać?

AR: Pomysł na to opowiadanie przyszedł mi do głowy już dość dawno i prawdę mówiąc było już ono napisane co najmniej rok temu. Różne były pomysły na wydanie go, przez pewien czas był koncept, aby pojawiło się w zbiorze opowiadań, ale pomyślałam, że może umili ono komuś ten czas siedzenia w domu i zdecydowaliśmy się z Marpressem wydać je za darmo w formie ebooka tak, żeby było jak szybciej dostępne dla Czytelników. Jest to dość przewrotne, zabawne opowiadanie utrzymane w duchu Halloween, taki pastisz na literaturę grozy. Na jego pomysł wpadłam kiedyś siedząc w kinie na filmie Woody’ego Allena, który nie miał nic wspólnego ani z Halloween, ani w ogóle z horrorem J

RD: Wracając do Twoich książek, masz na koncie ich kilka, chociaż tylko Psychopomp został wydany w języku polskim. Pozostałe wydawałaś w język angielskim. Który z tych języków jest Tobie bliższy? Dlaczego zdecydowałaś się pisać po angielsku? A co sprawiło, że jednak postanowiłaś spróbować na rynku polskim? I dlaczego akurat padło na Psychompompa? Czy powodem jest miejsce akcji: Gdynia? Czy planujesz wydać pozostałe powieści w język polskim?

AR: Pisanie  w języku angielskim wyszło trochę przez przypadek. Nie planowałam tego, tak samo jak nie planowałam pisania pod pseudonimem.  Lata temu mocno wkręciłam się w serial HBO pt. „Czysta krew” i aktywnie działałam na jednym z amerykańskich fanowskich forów tej produkcji. Poznałam tam dziewczynę, która pewnego dnia pochwaliła się, że znalazła wydawcę na swoją debiutancką powieść. Ja wtedy miałam pomysł na opowiadanie i zwróciłam się do jej wydawcy z pytaniem, czy mogę im podesłać swój tekst, czy nie jest to dla nich problem, że nie jestem Amerykanką. Okazało się, że właśnie szykują antologię i pewnie, mogę spróbować. 

Wysłałam im tekst i poradzono mi, żebym rozbudowała go do powieści, że będą go woleli wydać w takiej formie. Tak powstała moja pierwsza powieść, „Oenone”. Przed jej wydaniem zaproponowano mi, abym pisała pod pseudonimem; chodziło o to, żebym była bardziej naturalna w wyborze dla amerykańskiego czytelnika, który może podchodzić sceptycznie do autorki o obcobrzmiącym nazwisku. W notce biograficznej naturalnie była informacja, że jestem Polką, ale pseudonim miał pełnić formę wabika dla czytelników. I tak już zostało, kolejne książki również pisałam jako Agatha Rae, żeby moja praca miała swoją kontynuację, żeby ktoś mógł łatwiej znaleźć inne moje publikacje.


Spotkałam się z zarzutami pisanymi w komentarzach pod artykułami o mnie na polskich stronach internetowych, że po co pseudonim, że pewnie wstydzę się swojej pracy. To nieprawda, absolutnie się nie wstydzę, gdyby tak było, to zwyczajnie bym niczego nie pisała i nie szukała wydawców. Tak po prostu wyszło, tak się to potoczyło, że zostałam Agathą Rae i nie widzę sensu, ani nie czuję potrzeby, żeby to zmieniać i wprowadzać do mojego dorobku chaos.

Na pewno dużo łatwiej pisze mi się po polsku, bo język ojczysty jest bez porównania dużo bardziej giętki i barwny. Jestem anglistką i mam język angielski na tyle opanowany, żeby w nim pisać, ale lepiej i po prostu inaczej pisze mi się po polsku. Z  „Psychopompem” wyszło tak, że zaczęłam szukać na moje książki wydawcy w Polsce, ale niestety nikt nie był zainteresowany tym, co do tej pory udało mi się opublikować. Zaczęłam współpracę z agentką literacką Renatą de La Chapelle i uznałyśmy, że powinnam na polskim rynku pojawić się z zupełnie nowym tekstem. 

Zaczęłam pracę nad „Psychopompem”, którego wydało Wydawnictwo Marpress. Książka jest osadzona w Gdyni, bo jest to moje miasto, z którym czuję się związana, które bardzo lubię i uważam za niezwykle inspirujące miejsce. Osadzenie mojej pierwszej polskiej powieści akurat w Gdyni było więc dla mnie naturalnym i oczywistym wyborem. „Psychopomp” wygrał XX Costerinę i został najlepszą powieścią 2019 roku o tematyce kaszubsko-pomorskiej. Ma też bardzo dobre, wysokie noty na serwisach czytelniczych.


RD: Opowiedz nam o swoich anglojęzycznych powieściach? O czym są, w jakich gatunkach można je umiejscowić?

AR: Po ciepło przyjętej przez czytelników „Oenone” (która w wersji kindle’owej dotarła do 75 miejsca najlepszych bestsellerów brytyjskiego Amazona w kategorii fiction/fantasy) napisałam pierwszy tom duologii „Tangents”, który ukazał się w 2015 roku. Pożyczyłam pieniądze od rodziców i poleciałam do Ohio, do siedziby mojego wydawcy. Miałam tam kilka spotkań autorskich w miejskich bibliotekach, pojechaliśmy też do Kentucky na Lexington Comic-Con, gdzie Firefly and Wisp mieli swoje stoisko. Wtedy też moim „Tangents” zaczęło interesować się nowo powstające szwedzkie wydawnictwo Everlasting Publisher i kupiło prawo do wydania obydwu tomów w Szwecji, również w formie audiobooków. 

Między pierwszym a drugim tomem duologii napisałam dwie nowele – romantyczną „The Garden” i utrzymają w duchu lekkiego horroru „The Belt”. Gdy ukazał się drugi tom „Tangents”, dwukrotnie pojechałam do Goteborga na tamtejsze targi książki. Wtedy też „Tangents” zwróciło na siebię uwagę francuskiej agencji literackiej So Far So Good Agency. 

AR: Do jakiego odbiorcy są skierowane Twoje książki?

Moje książki kierowane są głównie do dorosłego czytelnika. Są one gatunkowo przełamane, to w historie przede wszystkim obyczajowe z solidną domieszką grozy, tajemnicy, momentami horroru. Lubię moich zwykłych bohaterów stawiać w sytuacjach niezrozumiałych, nietypowych, nie z tego świata. „Tangents” to historia przygodowa dla dorosłych, z dorosłymi bohaterami mającymi dorosłe problemy. I w tej przygodzie również jest domieszka fantazji, grozy, tajemnicy, oniryzmu.

„Psychopompa” napisałam głównie z myślą o nastolatkach, ale ponieważ akcja powieści dzieje się w latach 90, to dorośli czytelnicy na pewno docenią – poza samą fabułą, naturalnie 😉 - jej ładunek nostalgiczny.

RD: Tego pytania nie mogło zabraknąć - Jakie masz plany na najbliższy czas? Piszesz coś nowego? Czeka nas premiera?

AR: Pracuję obecnie nad pierwszą w moim dorobku książką non-fiction. Publikacja powstaje dla wydawnictwa Kagra, a do współpracy przy niej zaprosiłam szereg arcyciekawych osób. Nie mogę doczekać się jej pojawienia się na rynku, premiera będzie mniej więcej za rok.

Ja: Jak podchodzisz do tematu spotkań autorskich online? Lubisz takie wyzwania? Wzięłabyś udział?

AR: Jasne 

RD: Dziękuję za rozmowę!

AR: Dziękuję serdecznie i pozdrawiam J



Komentarze

Popularne posty

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Instagram