niedziela, 9 listopada 2014

Estetycznie i apetycznie - Tak sobie poznaję

Jeszcze rok temu Gałganek jadł tylko z piersi. Pamiętam, jak czułam presję, kiedy Igi miał już skończone pięć miesięcy, a sporo osób pytało, czy już daję 
coś innego niż mleko. Nie ugięłam się naciskom z zewnątrz, tym bardziej, że syn mi ładnie przybierał i pierwszą marchewkę podałam już prawie sześciomiesięcznemu dziecku. A teraz przy stole siedzimy w trójkę i ta trzecia porcja już niedługo pod względem wielkości nie będzie się różnić od naszej. Staramy się jeść wszyscy razem wspólnie i w tym rozpędzonym życiu, chociaż w trakcie posiłku usiąść spokojnie i delektować się tym czasem.


W październiku, w ramach projektu Tak sobie poznaję, przyjrzałam się bliżej co i jak Igi je. Przede wszystkim muszę powiedzieć, że jest dość samodzielny. Pierwsze próby jedzenia łyżeczką mamy już za sobą i radzi sobie całkiem nieźle, ale warunkiem jest to, że posiłek musi być pół płynny. Z bardzo rzadkimi zupami musi jeszcze potrenować. Widelec jest dla niego dużo łatwiejszy w obsłudze, o ile jest "dorosły". Te dla maluchów mają to do siebie, że nawet ja mam problem, aby cokolwiek na niego nabić. Najchętniej,jeśli jest okazja, to je rączkami.





Stolik. Nie wyobrażam sobie życia bez niego. Ani karmienia w fotelikach czy bujaczkach. Jeśli decydujemy się na rozszerzanie diety, a dziecko jeszcze samodzielnie nie siedzi, to są stoliki, które mają regulowane oparcie (a jeśli do tego również można ustawić wysokość, na jakim jest krzesełko, to warto w taki zainwestować). Taki jest wygodny, nie obciąża delikatnego kręgosłupa malucha i można dziecko już od początku przyzwyczajać do wspólnego spożywania posiłków. Od jakiegoś czasu jednak, Igi najchętniej siedzi z nami na kanapie przy normalnym stole. 








Gałganek je dużo i praktycznie wszystko. To znaczy, należy tutaj uściślić, co znaczy wszystko, bo w jego przypadku, to słowo zawiera w sobie trochę mniej niż u przeciętnego dziecka. Przede wszystkim Igi jest pescowegetarianinem, co oznacza, że nie je drobiu ani czerwonego mięsa, ale w jego diecie jest sporo ryby. Poza tym jest uczulony na soję, więc też została wyeliminowana (dodam, że w czekoladzie znajduje się lecytyna sojowa, więc słodycze odpadają). Ma również delikatną skazę białkową, więc unikamy nabiału, chociaż od czasu do czasu testujemy produkty mleczne pochodzenia krowiego. Na wszystko są zamienniki, na przykład amarantus, z którego przyswajanie wapnia jest większe niż z mleka.


Poniżej przykładowy tygodniowy jadłospis Gałganka w żłobku. Jak przychodzi do domu, to czeka na niego również porcja "naszego" obiadu. 



Natomiast, kiedy przychodzi weekend to najczęściej zaczynamy dzień od owsianki z jogurtem naturalnym (u nas nie powoduje wysypki, ale jest też dostępny kozi) z amarantusem i jakimś dostępnym owocem lub jajecznicy, zapiekanych na patelni kanapek z pomidorem, mozzarelą i pomidorem lub po prostu kanapek z serkiem kozim, z łososiem, z pomidorem (w zależności, co jest w lodówce). Na słodko nie wchodzą w grę, bo akurat za takimi Igi średnio przepada.



Drugie śniadanie to często jest owoc lub bułka.





Obiady w październiku mieliśmy przeróżne. Była między innymi ryba pieczona w piekarniku w marynacie z oliwy, pietruszki, bazylii i cytryny z ziemniakami i buraczkami, kotlety z brokuła z ziemniakami, ryba smażona, kotlety z buraków z piekarnika, makaron z tzw. czerwonym sosem, makaron z łososiem w śmietanie (dla Igiego w śmietanie ryżowej) i tuńczykiem (ze śmietaną owsianą), rosół rybny z makaronem, a także pomidorowa. Nie zabrakło pizzy i to zamówionej, a nie domowej. Staramy się jeść zdrowo, ale od czasu do czasu pozwalamy sobie i Gałgankowi na chwile zapomnienia. Najważniejsze, aby wszystko robić z umiarem. Jeśli chodzi o źródło przepisów, to najczęściej korzystam z pomysłów Zieleniny i Kwestii smaków, mąż wyszukuje na internecie.







Na kolację jeszcze do niedawna jedliśmy kaszki (jaglane, 3 zboża bezglutenowe, 3 zboża glutenowe) najpierw na wodzie, a później na mleku roślinnym (sama robię owsiane i migdałowe). Od jakiegoś czasu, Igi odmówił ich jedzenia, więc przerzucił się na kanapki. Akurat kolację je lekką, szczególnie w tygodniu, bo po dodatkowym obiedzie w domu o godzinie 17, po 19 jest jeszcze najedzony. Przed snem przytula się do mnie i do piersi (tak, tak, nadal dostaje mleko ode mnie).


Zapraszam na inne wpisy w ramach projektu: Tak sobie poznaję




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Podziel się swoimi przemyśleniami na temat wpisu. Dziękuję za komentarz:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...