Mam taką słabość. Jeśli chcesz, możesz to nazwać dziwactwem. Lubię, kiedy ludzie odpowiadają na pytania, używając słów. Wtedy wiem, czy kłamią… (Prawdziwe tygrysy – Mick Herron)

Czy powieść sensacyjna może reprezentować literaturę na wysokim poziomie? Kulawe konie Micka Herrona udowodniły mi, że można znaleźć w tego typu literaturze nie tylko rozrywkę, ale również ogromną przyjemność przy próbie rozgryzienia intrygi. Prawdziwe tygrysy to trzecia część po Kulawych koniach i Martwych lwach o agentach MI5 odstawionych na boczny tor.

Mick Herron Prawdziwe Tygrysy ksiązka na plaży


Fabuła

Catherine Standish po zakończonym dniu pracy w Slough House spotyka mężczyznę ze swojej odległej i zamkniętej przeszłości. To przypadkowe spotkanie bardzo ją niepokoi, ponieważ wie, że w zawodzie tajnego agenta żadne spotkanie jest przypadkowe. Zanim jednak zostaje porwana, próbuje kilkukrotnie i bezskuteczne dodzwonić się do swojego szefa – Jacksona Lamba. Czy ktoś w ogóle podejmie próbę jej odnalezienia? Czy jako kulawy koń jest skazana na zapomnienie?

Slough House

Jeśli jest jakieś miejsce, do którego nie chce trafić aktywny agent MI5 to właśnie Slough House. To zesłanie, w którym bezsensowność oraz bezcelowość wykonywanych zadań ma doprowadzić do samodzielnej rezygnacji z pracy wysłanego tam człowieka. Każdy, kto tutaj trafił z różnych powodów aż rwie się do udowodnienia, że wcale nie powinien się tutaj znajdować. Czasami wystarczy drobny pretekst, aby ruszyć do akcji i motywatorem na pewno nie jest chęć odbicia koleżanki z pracy.

Bohaterowie

Mick Herron stworzył całą plejadę… nieudaczników. Owszem, każdy z bohaterów ma umiejętności, w końcu każdy był szkolony na agenta elitarnej rządowej MI5, którą czytelnik może kojarzy z barwnymi i ekscytującymi przygodami Jamesa Bonda. Jednak wszyscy pracownicy Slough House mają defekt, który wykluczył ich z pracy jako aktywnych agentów. 

Każdy z tych bohaterów zasługuje na osobne omówienie, jednych można polubić, innych będzie żal, ale to głównie właśnie uczucie litości będą wzbudzać w czytelniku. Na pewno każdy jest indywidualnością, nie można żadnego wrzucić w schemat, bo autor na tyle umiejętnie ich kreuje, że kiedy już się wydaje, że coś pójdzie jak w filmach, to idzie w innym kierunku, może niekoniecznie odwrotnym, a po prostu innym.

Dopełnieniem bohaterów jest ich szef – leniwy, obleśny typ, którego głównym zajęciem jest spanie, chrapanie oraz dokuczanie swoim pracownikom i przypominanie im dlaczego znajdują się w Slough House. Jackson Lamb ma jednak swoje tzw. „przebłyski”, którymi zaskakuje zarówno czytelnika, jak i współpracowników.

Akcja

Bardzo dużą zaletą Prawdziwych tygrysów jest powolne konstruowanie intrygi i fabuły. Wprawdzie powieść zaczyna się od porwania, ale nie jest ono spektakularne, podobnie zresztą jak podjęte działania mające na celu odbicie Catherine Standish. Obserwowanie zmagań kulawych koni może wzbudzać zaskoczenie oraz rozbawienie. Dodatkowo prowadzenie wątku rozgrywek i intryg wewnątrz MI5 to świetna intelektualna rozrywka, a zakończenie i tak wzbudzi pewnego rodzaju zaskoczenie, niemal jak uświadomienie sobie, jak groźny potrafi być niedźwiedź, kiedy się przebudzi.

W skrócie

Prawdziwe tygrysy Micka Herrona potwierdzają tylko to, co czytelnik dostaje w Kulawych koniach – powieść sensacyjna nie musi być tylko rozrywką opartą na spektakularnej akcji i nieskomplikowanej fabule. Może przynieść intelektualną przyjemność z rozgryzania powiązań i intryg pomiędzy bohaterami, a które trochę przez przypadek odkrywają oddelegowani do przerzucania papierków, odstawieni na boczny tor tajni agenci MI5. Każdą część – Kulawe konie, Martwe lwy i Prawdziwe tygrysy można czytać niezależnie od siebie i nie wpływa to na końcowy odbiór lektury. Ja jednak was zachęcam do rozpoczęcia przygody ze Slough House od Kulawych koni.

Komentarze

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Obserwuj mnie na Instagramie