czwartek, 18 grudnia 2014

Imię wiatru Patrick Rothfuss

Kiedy kolega pożyczał mi Imię wiatru to powiedział trzy rzeczy na temat tej książki. Po pierwsze, że to przykład na fantastykę, o której nie da się powiedzieć nic konkretnego, nie jest to dzieło, ale wciąga tak, że chce się więcej. Po przeczytaniu mogę przyznać mu rację tylko w dwóch kwestiach. Faktycznie nie jest to może wybitne dzieło, ale czyta się jednym tchem i po ostatniej stronie myślami szybuje się już do kolejnego tomu. Powiedzieć jednak na jej temat można całkiem konkretnie i wiele pozytywnego.


Patrick Rothfuss stworzył cykl Kroniki Królobójcy, Imię wiatru to jego pierwszy tom. Początkowo akcja dzieje się w pewnej karczmie w pewnej wsi. Gości jest zaledwie kilku, miejscowych, ciągle te same twarze. Wieczorne rozmowy przy kielichu przerywa jednak brutalnie wejście zakrwawionego i bełkoczącego sąsiada. Jego przygoda stanie się iskrą, która zainicjuje opowieść Karczmarza.

Kvothe, ukrywający się pod postacią właściciela oberży, jest niebanalnym bohaterem. Pełen tajemnic, groźny, a jednocześnie spokojny i nikomu nie wadzący mieszkaniec maleńkiej wsi. Tym, co rzuca się każdemu, kto na niego spojrzy, to charakterystyczne rude włosy. Jeśli obserwator dobrze się przyjrzy zanotuje, że bywają chwile, kiedy oczy Karczmarza rozbłyskują i stają się bystre i uważne.

Kim naprawdę jest? Co robi w karczmie? Kim jest jego towarzysz, który nie odstępuje go niemal na krok? O tym dowiaduję się od samego Kvothe.
Opowieść jest barwna, żywa i śpiewna. Biegnie chronologicznie i przerywana jest jedynie krótkimi powrotami do czasu realnego w karczmie. Historia Karczmarza wciąga, przykuwa do kartek, nie pozwala na zamknięcie książki i zajęcie się czymś innym.

Język, jakim jest napisana jest… właściwie po przeczytaniu ciężko powiedzieć, czy prosty czy kwiecisty. Istotne jest bowiem to, że nie narzuca się i nie skupia na sobie uwagi czytelnika. Biegnie razem z wydarzeniami, czasami zaskrzypi, czasami zaśpiewa, adekwatnie do aktualnego momentu opowieści.

Bohaterowie – autor przygotował nam całą plejadę różnych charakterów. Im dalej w las tym ciekawiej. Mam wrażenie, że każda postać jest dokładnie przemyślana. Tło – realia około średniowieczne, czyli to, co mnie w fantasy urzeka najbardziej.

Wszystko razem sprawia, że Imię wiatru to bardzo dobra lektura, ale zanim się po nią sięgnie, należy nastawić się na to, że czas przy niej leci szybko. Najlepiej też mieć przygotowany pod ręką kolejny tom.

Wpis bierze udział w wyzwaniu Czytamy fantastykę. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Podziel się swoimi przemyśleniami na temat wpisu. Dziękuję za komentarz:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...