sobota, 21 listopada 2015

Summoner. Zaklinacz. Początek – Taran Matharu



Ta książka trafiła do mnie przypadkiem. To znaczy przypadkowo, pod wpływem impulsu kupiła ją koleżanka z pracy. A jak już kupiła i przeczytała, to mi pożyczyła. Tym bardziej, że na okładce znajdziemy taką zapowiedź „Oryginalna historia, budząca sentyment wśród fanów Władcy Pierścieni, Harrego Pottera oraz były zbieraczy Pokemonów.” Tolkiena chcąc nie chcąc polubiłam, więc pomyślałam, że jest szansa, że trafi w mój gust.



Summoner. Zaklinacz to opowieść o młodym chłopaku o imieniu Fletcher. Żyje on w odległym zakątku Hominium, małej osadzie Skóry. Jest sierotą, którą zaadoptował kowal Berdon. W tym miejscu zaczyna się fabuła. Jaki talent w sobie odkryje? Dokąd los zaprowadzi młodzieńca? Kogo spotka na swojej drodze? 

Taran Matharu wykreował świat, w którym ludzie toczą spór z orkami, elfy trzymają się na dystans, a krasnoludy traktowane są jak mniejszość narodowa. Przyznam, że daleko mu tego, co stworzył Tolkien, dużo bliżej do poziomu Harrego Pottera. A na pewno odbiorcą jest czytelnik, który zbierał Pokemony. Chociaż porusza poważne tematy społeczne, są one dość mocno uproszczone.

Summoner napisany jest bardzo lekko. Jest świetnie przetłumaczony (przez Grzegorza Komerskiego), przez co czyta się bardzo szybko i przyjemnie. Lektura zajmuje dzień, maksymalnie dwa. Jest to niewątpliwy atut tej książki. 

Pierwszy tom kończy się dość dramatycznie, co wzbudziło moją ciekawość i w wolnej chwili, jeśli będę miała okazję, pewnie sięgnę po kolejną część. Zdecydowanie jednak bliższe mi są Kroniki Królobójcy i świat stworzony przez Patrick’a Rothfusa – jest pełniejszy, dorosły. Z czystym sumieniem, mogę jednak Summoner. Zaklinacz. Początek. polecić młodszemu (ode mnie) czytelnikowi, szczególnie jeśli wciągnęły go przygody Harrego Pottera lub fascynował się Pokemonami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Podziel się swoimi przemyśleniami na temat wpisu. Dziękuję za komentarz:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...