piątek, 17 czerwca 2016

Ania z Zielonego Wzgórza - Lucy Maud Montgomery - Książka dzieciństwa

Książka dzieciństwa to cykl wpisów gościnnych, do którego zaprosiłam innych blogerów. Być może część z nich znacie, być może to będzie okazja, aby poznać nowe, interesujące blogi. Dzisiaj o swojej lekturze z dzieciństwa opowie Magdalena Erbel z Save the magic moments. Zapraszam!


Z wczesnego dzieciństwa pamiętam niestety bardzo mało. Tym bardziej nie pamiętam, takich rzeczy, jak książki, które mi czytano. Urodziłam się we wczesnych latach 80-tych, a to oznaczało jedno - brak wyboru. Z pewnością czytano mi dokładnie to, co moim koleżankom. 

Pamiętam jednak, że mama co wieczór siadała przy moim łóżku i czytała mi Opowieści biblijne. Uwielbiałam je i znałam wszystkie tomy na pamięć. Gdy tylko mama próbowała mnie przechytrzyć i skrócić wieczorne czytanie do poduszki, od razu wiedziałam, że coś pomija. Nie dawałam się nabrać. Nie, nie. Lektura musiała być przeczytana od deski do deski. Książki te nadal mam w domu u rodziców, a każde spojrzenie na nie wywołuje na mej twarzy szeroki uśmiech.


Pamięcią sięgam dopiero lat szkolnych, gdy zaczęło się czytanie lektur i tuptanie do szkolnej biblioteki. Z pewnością w pamięć zapadły mi Dzieci z Bulerbyn czy Ferdynand Wspaniały. Jednak oryginalnością się Wam nie wykażę, bo książką mojego dzieciństwa zdecydowanie była Ania z Zielonego Wzgórza Lucy Maud Montgomery. Uwielbia ją chyba każda dziewczynka. Mnie totalnie zaczarowała. Czułam się, jak gdyby Ania była moją przyjaciółką od serca. Moją bratnią duszą. Rozumiałam ją pod każdym względem i w każdej sytuacji.  Przeżywałam z nią wszystkie jej problemy. Cieszyłam ze wszystkich sukcesów. Marzyłam, by tak jak ona odnaleźć swoją Dianę i zawsze przezwyciężać trudy życia przy wsparciu takiej przyjaciółki.

Kto nie lubi tego przemądrzałego i wyszczekanego rudego piegusa? Inteligentna, pyskata, obrażalska i fochliwa, odważna, z wybujałą wyobraźnią, ogromnym sercem, i wyidealizowanym pojmowaniem świata, kompletnie mnie w sobie rozkochała. Ania Shirley, sierota zaadoptowana przez rodzeństwo Marylę i Mateusza Cuthbertów i zamieszkująca urokliwe Zielone Wzgórze. To była pierwsza książka, od której nie można mnie było odciągnąć. Pierwsza książka przy której płakałam. 

Pierwsza książka, na którą byłam zła, że się skończyła, bo chciałam spędzać więcej czasu w towarzystwie Ani. Wreszcie pierwsza książka, dzięki której samowolnie sięgnęłam po kolejne części. Nie dlatego, że musiałam, ale dlatego, że chciałam. Pierwsza, absolutnie fantastyczna, najwspanialsza książka mojego dzieciństwa. Powieść ciepła, prawdziwa, mądra. Traktująca o tym, co w życiu najważniejsze. O tym, by być sobą. O tym, by nie bać się marzyć. O tym, by być wdzięcznym za to, co przynosi nam los. I by zawsze sięgać po jeszcze więcej.


Tak, Ania była, jest  i będzie moją bratnią duszą. Zawsze z głową w chmurach. Zawsze radosna i z zadartym nosem. Myślę, że to właśnie ona mnie ukształtowała jako dziewczynkę i kobietę. Czasem sama nie wiem, czy to ja jestem tak podobna do Ani, czy to od Ani tak wiele przejęłam. "Ania z Zielonego Wzgórza" zawsze budzi ciepłe wspomnienia i skojarzenia. Sprawia, że na sercu robi się ciepło.

A jaka jest Wasza książka dzieciństwa? Sięgacie po nią po latach? Macie w swojej domowej biblioteczce?

Magda Erbel


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Podziel się swoimi przemyśleniami na temat wpisu. Dziękuję za komentarz:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...